Profesor Wacław Długoborski jest rektorem prywatnej Wyższej Szkoły Humanistycznej w Katowicach i cenionym historykiem.
To jednak tylko oficjalna cześć życiorysu naukowca. Długoborski przez blisko 20 lat, do 1975 roku był bardzo aktywnym i niebezpiecznym tajnym współpracownikiem SB ps. „Asystent", (a potem „Wiktor")[1]- donosił m.in. na kolegów-naukowców oraz pracowników Radia Wolna Europa.
Jako były więzień nr 138871 obozu koncentracyjnego w Auschwitz zasiada w Międzynarodowej Radzie Oświęcimskiej. Współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa od 1958 roku jako TW „Asystent".- Współpracę wywiadem PRL w atmosferze po „Październiku 1956" r. uważałem za swój obowiązek. Nie zapominajmy o ówczesnej sytuacji międzynarodowej: Niemiecka Republika Federalna uchodziła za państwo nieprzyjazne Polsce. Działały tam różnego rodzaju placówki Ostforschung - czyli badań wschodnich, zajmujących się m.in. polskimi Ziemiami Zachodnimi, kwestionujący granice na Odrze i Nysie Prowadziły dosyć agresywne działania polityczne przeciwko PRL. Zajmowały się „białym wywiadem" i często stanowiły przykrywkę różnych agencji wywiadowczych - tłumaczy Długoborski.
Współpraca Długoborskiego ze Służbą Bezpieczeństwa rozpoczęła się w kwietniu 1958 r. Historyk był wtedy pracownikiem Wyższej Szkoły Ekonomicznej w Katowicach oraz Zakładu Historii Polskiej Akademii Nauk we Wrocławiu. Wybierał się na stypendium do Niemiec Zachodnich (NRF), i oficer SB spotkał się z nim przed tym wyjazdem. Rozmowa był ogólna, bo miała na celu rozpoznanie nastawienia Długoborskiego do SB, a także zainspirowanie go pewnymi tematami w czasie stypendium. Długoborski był pojętnym słuchaczem. Po powrocie z wyjazdu do NRF złożył oficerowi Wydziału II wrocławskiej SB obszerny raport na temat swojego pobytu m.in. w Instytucie Herdera w Marburgu. Znalazły się w nim bardzo dokładne charakterystyki niemieckich naukowców, które bardzo zainteresowały wywiad. Dotyczyły bowiem nie tylko spraw zawodowych, ale także prywatnych - zainteresowań, poglądów politycznych. Raport był tak ciekawy, ze spotkał się z uznaniem nawet oficerów z Centrali, czyli wywiadu MSW, urzędujących w gmachu przy ulicy Rakowieckiej w Warszawie.
Najpierw wywiad
W MSW zapadła decyzja o ściślejszej formie współpracy z naukowcem i zarejestrowaniu Długoborskiego jako agenta Departamentu I (wywiadu) ps. „Asystent". Werbunek naukowca przeprowadził ppłk Edmund Wziątek, zastępca komendanta wojewódzkiego MO we Wrocławiu ds. SB. „Zobowiązania do współpracy nie pobierano. Zdecydowano, że jest to niekonieczne, a mogłoby tylko urazić jego osobę. [...] W stosunku do Służby Bezpieczeństwa jest szczery oraz chętny do wykonywania zadań w odniesieniu do spraw niemieckich. Spotkania odbywano sporadycznie, czasem co kilka dni, przeważnie jednak raz w miesiącu" - napisał w charakterystyce agenta ppłk Wziątek w 1961 r. Długoborski pieniędzy za zadania wykonywane dla wywiadu nie brał. SB zwracała agentowi jedynie koszty podróży.
Jak wynika z zachowanych akt w IPN, Długoborski był wtedy traktowany jako „kontakt informacyjny". To szczególna kategoria osobowego źródła informacji właściwa dla Departamentu I MSW - czyli tego, co bezpieka nazywała wywiadem. Tak naprawdę z wywiadem miał on niewiele wspólnego, bo zajmował się inwigilacją polskich uchodźców politycznych. Rządził się swoimi regułami i miał własną terminologię. W Departamencie I kontakt informacyjny był tym samym, czym dla właściwej SB tajny współpracownik. O stopniu zaufania SB do „Asystenta" niech świadczy to, że zrezygnowano od wiązania go za pomocą zobowiązania; stale podkreślano jego lojalność i szczerość, a także dużą użyteczność dostarczanych informacji.
Długoborski na polecenie SB utrzymywał kontakty korespondencyjne z zachodnioniemieckimi naukowcami, pracującymi w Instytutach Wschodnich. „Asystent" odegrał też bardzo ważną rolę w akcji polskiego wywiadu przeciwko dr Richardowi Breyerowi z Instytutu Wschodniego w Marburgu. Kiedy Breyer na zaproszenie Długoborskiego przyjechał do w 1959 r. Polski, w czasie jednego ze spotkań we Wrocławiu „Asystent" umożliwił spotkanie z nim na kolacji oficera wywiadu MSW. Nie wiadomo, czy doszło do werbunku Breyera. Spotkanie scharakteryzowano tak: „Pracownicy MSW przeprowadzili z Breyerem rozmowy operacyjne. „Asystent" był wprowadzony wówczas we wszystkie szczegóły tej sprawy i składał relacje z jej przebiegu".
Jak wynika z dokumentów, Długoborski na polecenie SB wyjeżdżał do NRF „W celach naukowych, gdzie wykonywał zadania zlecone przez Departament I. Z zadań tych „Asystent" wywiązywał się wzorowo".
W czasie swoich wyjazdów „naukowych" Długoborski donosił nie tylko o niemieckich czy polskich naukowcach, ale także o osobach, które mogły zainteresować bezpiekę. Tak było z rodziną Grosse z Monachium.
Jan Piotr Grosse pracował w Radiu Wolna Europa, z Polski wyjechał po wojnie. Długoborski spotkał się z nim w czasie jednego z pobytów w NRF pod koniec lat 50. „Na pracę w RWE bardzo narzeka, aczkolwiek przyznaje że jest dobrze płatna. Narzeka przede wszystkim na atmosferę donosów i np. bardzo źle widziane w rozgłośni kontakty pracowników z krajem. Ma bardzo dobre kontakty z polonią monachijską. Krzysztof Grosse, ma bardzo chwiejny charakter i jest pod dużym wpływem swojej matki".
Pod wielostronicowym raportem „Asystenta" z tej podróży służbowej jest dopisek oficera: „Informacja dotycząca Grossów i Krzysztofa Bukowskiego z Monachium zostanie wykorzystana przez Departament II MSW".
W tym samym czasie bezpieka w kraju gwałtownie szukała informatorów Radia „Wolna Europa". Dziś wiemy, że jednym z nich był Władysław Bartoszewski. Na szczęście SB nigdy nie wpadła na jego trop. Po latach Bartoszewski i Długoborski zasiadają obok siebie w Międzynarodowej Radzie Oświęcimskiej (MRO). Profesor Bartoszewski nie odpowiedział na mój e-mail z prośbą o komentarz na temat współpracy członka MRO z SB.
Historycy bez tajemnic dla SB
Robił karierę naukową, ale jednocześnie nadal donosił na osoby ze swojego środowiska. Informował w latach 60. SB np. o znanych historykach - Stefanie Inglocie, Henryku Wereszyckim, Michale Komaszyńskim, a także innych naukowcach, z którymi zetknął się w czasie pobytów zagranicą.
Tak m.in. charakteryzował prof. Inglota: „Przy całej swojej ostrożności Inglot w sposób bardzo trudny do uchwycenia utrudniał kariery naukowe pracowników o zadeklarowanej marksistowskiej postawie politycznej, a z drugiej strony popierał młodych pracowników, których sam w pewnym sensie „urabiał". [...] Ma bardzo szerokie kontakty z uczonymi z krajów zachodnich".
Współpraca „Asystenta" z wywiadem MSW uległa nagłemu zahamowaniu pod koniec lat 60. Okazało się, że jedna ze studentek oskarżyła Długoborskiego o to, że wziął łapówkę za jej przyjęcie na studia na Wyższej Szkole Ekonomicznej w Katowicach. Postępowanie dyscyplinarne trwało kilka lat. Zablokowało wyjazd agenta na roczne stypendium do NRF. SB, mimo próśb swego agenta, nie chciała pomóc w tej sprawie. „Asystent" bez możliwości wyjazdu do Niemiec był bezużyteczny dla wywiadu, i w 1971 roku współpracę zakończono. Nie znaczy to jednak, że SB zapomniała o Długoborskim.
W maju 1973 roku z docentem Długoborskim, wtedy już prodziekanem Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu Śląskiego w katowickim hotelu „Polonia" spotyka się kapitan Edward Cichopek z Wydziału III katowickiej SB. Wydział III zajmował się inwigilacją środowisk naukowych i „ochroną" katowickiej uczelni przed antysocjalistycznymi wpływami.
Powrót na łono SB
Spotkanie kapitana Cichopka z doc. Długoborskim zakończyło się ponownym zwerbowaniem historyka do współpracy z SB. Długoborski przyjmuje pseudonim „Wiktor", podpisuje zobowiązanie do współpracy i składa pierwsze doniesienie. Dotyczyło doc. Wsiewołoda Wołczewa, dogmatycznego komunisty, którego teorii obawiali się nawet najbardziej aktywni działacze PZPR. To właśnie Wołczew w 1980 roku założył Katowickie Forum Partyjne. Jednak kręgu zainteresowań SB znalazł się blisko 7 lat wcześniej - właśnie dzięki donosom „Wiktora":
„Żądał od wszystkich wykładowców, aby szerzyli w swych wykładach marksizm-leninizm. W środowisku uchodzi za lewaka i dogmatyka. Jako kierownik Zakładu Nauk Politycznych zgromadził wokół siebie młoda kadrę, całkowicie od siebie zależną, dobieraną w specyficzny sposób".
„Wiktor" donosił też w 1973 roku na doc. dr hab. Andrzeja Kunisza: „Głęboko wierzący katolik, ojciec czworga dzieci, żona po wyższych studiach fanatycznie religijna. Kunisz na uczelni nie cieszy się dużym autorytetem, traktowany jest raczej z pobłażaniem a to z powodu dziedziny naukowej, która się interesuje (numizmatyka). Przebywał na kongresie numizmatycznym w USA, za jego pobyt i podróż płacił organizator".
W styczniu 1974 roku „Wiktor" informuje swego „opiekuna" z MSW o swoim pobycie na konferencji w NRF. „Z naszym tajnym współpracownikiem próbował nawiązać kontakt Bohdan Korab-Osadczuk, Polak z pochodzenia na Zachodzie od zakończenia II Wojny Światowej. Zajmuje się naukowo współczesną problematyka Polski i państw socjalistycznych. TW poufnie dowiedział się, że Korab-Osadczuk jest współpracownikiem wywiadu brytyjskiego i Radia Wolna Europa."
28 marca 1974 roku TW Wiktor donosi SB na Antoniego Barciaka, starszego asystenta Zakładu Historii Starożytnej i Średniowiecznej Instytutu Historii WNS: „Czynnie zaangażowany w działalność Duszpasterstwa Akademickiego. Widywany często w punktach katechetycznych w klasztorze w Katowicach-Ligocie, ma kontakty z księżmi".
SB ciekawiła także sprawa doc. Józefa Szymańskiego z tego samego Zakładu. „W ramach zajęć z historii organizuje wyjazdowe seminaria ze studentami do historycznych i zabytkowych obiektów, gdzie na miejscu prowadzone są lekcje poglądowe. Najczęściej w tym celu wybiera obiekty sakralne, gdzie po normalnych zajęciach wchodzi w kontakty z księżmi".
Szpicel z tytułem naukowym nie stronił też od donosów obyczajowych - kto ma kochanki, kto pije czy ma inne słabości. Z punktu widzenia SB były to informacje bezcenne, pozwalające na próbę werbunku. Dzięki „materiałom kompromitującym", jakie SB miała dzięki takim donosom, ewentualna próba werbunku zwykle kończyła się sukcesem.
Z wyjazdów służbowych Długoborski także pisał donosy, prawie tak dobre jak za dawnych, „wrocławskich" czasów. „Na Uniwersytecie w Odense w Danii zatrudniony jest były pracownik naukowy Wojskowej Akademii Politycznej, historyk prof. Emanuel Halicz - narodowości żydowskiej, który wyemigrował z Polski po 1968 r. Nie zna w zasadzie żadnego języka, jedynie bardzo słabo j. angielski. Wśród tamtejszej kadry naukowej nie posiada żadnego autorytetu, na uczelni pobiera niską pensję, lecz jest dofinansowywany przez ośrodki syjonistyczne".
Cenne informacje dla SB zawierał również inny donos - tym razem o byłym pracowniku WSE w Katowicach dr Zygmuncie Tkoczu, który kilka lat wcześniej „wybrał wolność". „Specjalizuje się w socjologii, zdobył duży autorytet w Odense. Utrzymuje kontakty z emigracyjnym działaczem endeckim Giertychem z Londynu, z którym wydał wspólnie książkę. Ostatnio napisał prace habilitacyjną o strukturze społecznej krajów socjalistycznych, jednym z recenzentów pracy był Leszek Kołakowski" - donosił „Wiktor".
- Takie kontakty z organami bezpieczeństwa były normalną praktyką. Byłem na kierowniczym stanowisku na uczelni, stąd niezależnie poza tymi kontaktami musiałem spotykać się z pracownikami SB i odpowiadać na określone pytania. Dotyczyły m.in. działalności doc. Wołczewa, fanatycznego komunistycznego dogmatyka, podobnie jak krąg zafascynowanych nim jego uczniów, których wodził na manowce walki pseudopolitycznej, odciągając od kariery naukowej - tłumaczy dziś Długoborski.
W 1975 roku wstąpił do PZPR. I zostaje wykreślony z ewidencji tajnych współpracowników SB
Już pod koniec listopada 1980 r. „Solidarność" na UŚ zrzeszała ok. 1500 osób. Do „S" zapisało się 598 nauczycieli akademickich z 1202 pracowników. Masowo wstępowali także członkowie PZPR. Prof. Wacław Długoborski od grudnia 1980 roku był członkiem rady Programowej Wszechnicy Górnośląskiej. Była to instytucja powstała z inicjatywy śląskiej „Solidarności". Prowadzono w niej wykłady popularnonaukowe oraz spotkania dyskusyjne z twórcami kultury, publicystami, działaczami opozycyjnymi. Wszechnicę Górnośląską inwigilowała bezpieka w ramach Sprawy Operacyjnego Rozpracowania „Kuźnia". W archiwach IPN nie zachowały się żadne dowody na działania skierowane przeciwko prof. Długoborskiemu w latach 80. Nie ma jednak też dowodów na kontynuowanie SB z nim współpracy po 1975 roku.
Tomasz Szymborski
[1] Archiwum OBUiAD nr akt IPN Ka 0024/28 t.1-5
piątek, 6 marca 2009
środa, 4 marca 2009
Who`s Who cz.2
Na ostatnim posiedzeniu Senatu Uniwersytetu Śląskiego wiele uwag kierowano do Komisji Historycznej. Były pretensje o to, że komisja swoim "raporcie" nie dość, że wyrywkowo i według tylko sobie znanego klucza ujawniła TYLKO pseudonimy niektórych Tajnych Współpracowników SB działających do 1990 r. na UŚ, to jeszcze kilkunastu z niezrozumiałych powodów pominęła...
Na następnym posiedzeniu Senatu mają być ujawnione nazwiska TW, co od długiego czasu dzieje się na tym blogu.
TW na Wydziale Nauk Społecznych (kursywą ustalenia Komisji Historycznej)
Dr hab. Krzysztof Czekaj - tw „Polański” - dobrowolnie podpisał zobowiązanie do współpracy,, które znajduje się w aktach. Według funkcjonariuszy SB przekazywane informacje były ważne i cenne, ale brak teczek pracy nie pozwala na ich ocenę. „Polański” dwukrotnie otrzymał kwotę 5.000 zł. Współpraca trwała wyjątkowo długo, bo od 26 XIII 1983 aż do 20 VI 1990.
Prof. dr hab. Edward Długajczyk - tw „Szpornas” - został zarejestrowany jako tajny współpracownik SB na zasadzie dobrowolności, została zachowana deklaracja współpracy. Stopień szkodliwości przekazywanych informacji wydaje się niewielki.
Okres współpracy: 28 VIII 1986 – 26 VI 1990.
Prof. dr hab. Janusz Gruchała - tw „Jeremi” - pozyskany został w wyniku szantażu. Przekazał 45 informacji, w tym 29 pisemnie, dotyczących szczególnie doc. Józefa Szymańskiego. Przekazywane informacje jednak miały charakter ogólnikowy i trudno ustalić stopień ich szkodliwości.
Prof. UŚ Jan Iwanek - tw „Piotr” – został pozyskany na zasadzie dobrowolności i działał głównie w okresie studiów, informując o nastrojach na Wydziale, otrzymywał systematyczne wynagrodzenia.
Prof. dr hab. Wacław Długoborski - tw „Wiktor” - (posługujący się też kryptonimem „Asystent”) działał w środowisku uczelni
katowickich i wrocławskich, a także na terenie Republiki Federalnej Niemiec. Jego informacje szkodziły bardzo wielu starszym i młodszym pracownikom nauki. Był systematycznie wynagradzany, pieniężnie oraz rzeczowo. SB pomogła mu też wybrnąć z kłopotów dyscyplinarnych związanych z wzięciem od studentki łapówki.
Prof. dr hab. Jan Przewłocki - tw „Ksawery” - pozyskany do zagadnienia nieprawidłowości w funkcjonowaniu instytucji państw. i org. społecznych SOR „Uniwersytet”, jego informacje posiadały „nikłą wartość operacyjną”.
tw „Stanisławski” - wszystkie materiały zostały zniszczone. Co jednak nie oznacza, że ich nie ma ;-)
Obszerny materiał o Wacławie Długoborskim tu: http://www.tinyurl.pl/?mX7e3Dab
Na następnym posiedzeniu Senatu mają być ujawnione nazwiska TW, co od długiego czasu dzieje się na tym blogu.
TW na Wydziale Nauk Społecznych (kursywą ustalenia Komisji Historycznej)
Dr hab. Krzysztof Czekaj - tw „Polański” - dobrowolnie podpisał zobowiązanie do współpracy,, które znajduje się w aktach. Według funkcjonariuszy SB przekazywane informacje były ważne i cenne, ale brak teczek pracy nie pozwala na ich ocenę. „Polański” dwukrotnie otrzymał kwotę 5.000 zł. Współpraca trwała wyjątkowo długo, bo od 26 XIII 1983 aż do 20 VI 1990.
Prof. dr hab. Edward Długajczyk - tw „Szpornas” - został zarejestrowany jako tajny współpracownik SB na zasadzie dobrowolności, została zachowana deklaracja współpracy. Stopień szkodliwości przekazywanych informacji wydaje się niewielki.
Okres współpracy: 28 VIII 1986 – 26 VI 1990.
Prof. dr hab. Janusz Gruchała - tw „Jeremi” - pozyskany został w wyniku szantażu. Przekazał 45 informacji, w tym 29 pisemnie, dotyczących szczególnie doc. Józefa Szymańskiego. Przekazywane informacje jednak miały charakter ogólnikowy i trudno ustalić stopień ich szkodliwości.
Prof. UŚ Jan Iwanek - tw „Piotr” – został pozyskany na zasadzie dobrowolności i działał głównie w okresie studiów, informując o nastrojach na Wydziale, otrzymywał systematyczne wynagrodzenia.
Prof. dr hab. Wacław Długoborski - tw „Wiktor” - (posługujący się też kryptonimem „Asystent”) działał w środowisku uczelni
katowickich i wrocławskich, a także na terenie Republiki Federalnej Niemiec. Jego informacje szkodziły bardzo wielu starszym i młodszym pracownikom nauki. Był systematycznie wynagradzany, pieniężnie oraz rzeczowo. SB pomogła mu też wybrnąć z kłopotów dyscyplinarnych związanych z wzięciem od studentki łapówki.
Prof. dr hab. Jan Przewłocki - tw „Ksawery” - pozyskany do zagadnienia nieprawidłowości w funkcjonowaniu instytucji państw. i org. społecznych SOR „Uniwersytet”, jego informacje posiadały „nikłą wartość operacyjną”.
tw „Stanisławski” - wszystkie materiały zostały zniszczone. Co jednak nie oznacza, że ich nie ma ;-)
Obszerny materiał o Wacławie Długoborskim tu: http://www.tinyurl.pl/?mX7e3Dab
czwartek, 26 lutego 2009
Maciej Uhlig TW Biedronka
Maciej Uhlig nr rej. 52433, TW „Biedronka”
Został pozyskany do współpracy z SB na zasadzie "współodpowiedzialności obywatelskiej" w 1983 r. Zatrudniony w Centrum Techniki Obliczeniowej UŚl, z wykształcenia fizyk.
Uhlig do 13 grudnia 1981 r. był wiceprzewodniczącym uczelnianej "S". Tak go wówczas charakteryzowała SB: "Aktywnie uczestniczył we współorganizowanych przez siebie strajkach, wspierał NZS, redagował pismo „Solidarność Uniwersytecka” i prezentował wrogi stosunek do PZPR".
Został internowany 13 grudnia 1981 r. i osadzony w ZK Jastrzębie.
Mimo licznych pisanych odwołań od decyzji o internowaniu i próśb o zwolnienie przetrzymywano go w "internacie" do 27 maja 1982 r. Naczelnik Wydziału III Zbigniew Goraj podpisał w tym dniu wniosek o uchylenie internowania, stwierdzając, że Uhlig nie jest zainteresowany działalnością polityczną i związkową, a jedynie pracą na uczelni i rodziną. Skonstatował, że dalszy pobyt „w otoczeniu ekstremalnych działaczy „Solidarności” w ośrodku odosobnienia może spowodować reorientację prezentowanych poglądów”.
Według przygotowującego materiały do werbunku st. kpr. Zbigniewa Witkowskiego, Uhlig w czasie rozmowy (przed pozyskaniem) zachowywał się spokojnie, na pytania odpowiadał rzeczowo i wyraził chęć utrzymania kontaktu.
W CTO (Centrum Techniki Obliczeniowej) sekcja III Wydziału III-1 prowadziła sprawy na Romana Zająca („Niewidomy") i Adama Gryłkę („Programista”). Uhlig miał ich "zabezpieczać i przekazywać uprzedzające dane o ich zachowaniu". Utrzymywał z nimi kontakty w miejscu pracy, a przed wprowadzeniem stanu wojennego czynnie współdziałał z nimi w ramach NSZZ „S”.
Do werbunku doszło 23 maja 1983 r. Uhlig napisał własnoręcznie zobowiązanie i przyjął pseudonim „Biedronka”. W czasie pierwszej rozmowy z SB przekazał informacje na temat Gryłki, Zająca i Jelonka.
W toku współpracy doszło ogółem do 12 spotkań, w ich trakcie TW sporządził pisemne informacje. Na spotkania przychodził punktualnie, nie złamał zasad konspiracji. Nie otrzymywał wynagrodzenia.
Esbek pisał:
„Tw ps. «Biedronka» nie ma oporów przed kontynuowaniem współpracy. Jego stosunek do obecnej rzeczywistości społeczno-politycznej jest pozytywny. Tw ps. «Biedronka» ocenić należy jako źródło sygnalizacyjne, nie ma możliwości realizowania zadań operacyjnych” .
W 1988 r. jego oficer prowadzący stwierdzał, że osoby w operacyjnym zainteresowaniu SB zwolniły się z CTO, a spotkań z TW odbyło się łącznie 20.
Współpracę z Uhligiem zakończono 4 listopada 1988 r.
Mgr Uhlig przysłał do mnie dziś oświadczenie:
Oświadczam, że zgodę na współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa podpisałem wiosną 1982 r. w Ośrodku Internowania w Jaworzu k. Drawska, w zamiarze osiągnięcia korzyści, polegającej na zwolnieniu z obozu internowania i przywróceniu mi wolności. Fakt, że deklarację współpracy z SB podpisałem w warunkach pozbawienia wolności, świadczy jednoznacznie o tym, że było to świadome i zamierzone oszustwo, nie mające na celu wspomagania upadającej komunistycznej władzy. W planie tego oszustwa założyłem, że współpracę z SB zakończę tak szybko, jak to tylko będzie możliwe, w międzyczasie nie szkodząc „Solidarności”, w której do 13 grudnia 1981 r. działałem. Moje kontakty z SB zostały zakończone w roku 1983 lub 1984, chociaż chciałem je zakończyć już w roku 1982.
====================================================================================
28.02.2009 r. - poprawiłem dr Uhlig na mgr Uhlig, zgodnie z życzeniem wyrażonym w mailu
>>"Dr Uhlig ..." - nie jestem doktorem. jestem tylko magistrem i nawet niekoniecznie trzeba o tym pisać. MU<<
Natomiast nie zgadzam się z komentarzem mgr Uhliga http://www.prw.pl/articles/view/10326/lustracja-w-blogach :
[...]"Jest oczywiste, że Szymborskiemu chodzi (z na razie nieznanych) mi powodów, o skompromitowanie nauczycieli akademickich Uniwersytetu Śląskiego, i - jak widać - odnosi zamierzony efekt. Panowie podczas audycji Blogoskop określili mnie właśnie jako pracownika naukowego Uniwersytetu Śląskiego, podczas gdy nie jestem pracownikiem naukowym, tylko zwykłym najemnym pracownikiem administracji, nie mającym żadnego związku z nauką ani kształceniem studentów.
Ta sytuacja wyraźnie pokazuje, że Szymborski realizując swoje cele nie waha się posłużyć nieprawdą i insynuacją."
To oczywiste nadużycie i nadinterpretacja ze strony pana Uhliga. Maila dostałem, ale w zamieszaniu wywołanym całą sprawą, zapomniałem dokonać tejże korekty. A wniosku, jakoby chodziło mi o "skompromitowanie nauczycieli akademickich Uniwersytetu Śląskiego, i - jak widać - odnosi zamierzony efekt", komentować będę. Jest, po prostu, błędny.
Został pozyskany do współpracy z SB na zasadzie "współodpowiedzialności obywatelskiej" w 1983 r. Zatrudniony w Centrum Techniki Obliczeniowej UŚl, z wykształcenia fizyk.
Uhlig do 13 grudnia 1981 r. był wiceprzewodniczącym uczelnianej "S". Tak go wówczas charakteryzowała SB: "Aktywnie uczestniczył we współorganizowanych przez siebie strajkach, wspierał NZS, redagował pismo „Solidarność Uniwersytecka” i prezentował wrogi stosunek do PZPR".
Został internowany 13 grudnia 1981 r. i osadzony w ZK Jastrzębie.
Mimo licznych pisanych odwołań od decyzji o internowaniu i próśb o zwolnienie przetrzymywano go w "internacie" do 27 maja 1982 r. Naczelnik Wydziału III Zbigniew Goraj podpisał w tym dniu wniosek o uchylenie internowania, stwierdzając, że Uhlig nie jest zainteresowany działalnością polityczną i związkową, a jedynie pracą na uczelni i rodziną. Skonstatował, że dalszy pobyt „w otoczeniu ekstremalnych działaczy „Solidarności” w ośrodku odosobnienia może spowodować reorientację prezentowanych poglądów”.
Według przygotowującego materiały do werbunku st. kpr. Zbigniewa Witkowskiego, Uhlig w czasie rozmowy (przed pozyskaniem) zachowywał się spokojnie, na pytania odpowiadał rzeczowo i wyraził chęć utrzymania kontaktu.
W CTO (Centrum Techniki Obliczeniowej) sekcja III Wydziału III-1 prowadziła sprawy na Romana Zająca („Niewidomy") i Adama Gryłkę („Programista”). Uhlig miał ich "zabezpieczać i przekazywać uprzedzające dane o ich zachowaniu". Utrzymywał z nimi kontakty w miejscu pracy, a przed wprowadzeniem stanu wojennego czynnie współdziałał z nimi w ramach NSZZ „S”.
Do werbunku doszło 23 maja 1983 r. Uhlig napisał własnoręcznie zobowiązanie i przyjął pseudonim „Biedronka”. W czasie pierwszej rozmowy z SB przekazał informacje na temat Gryłki, Zająca i Jelonka.
W toku współpracy doszło ogółem do 12 spotkań, w ich trakcie TW sporządził pisemne informacje. Na spotkania przychodził punktualnie, nie złamał zasad konspiracji. Nie otrzymywał wynagrodzenia.
Esbek pisał:
„Tw ps. «Biedronka» nie ma oporów przed kontynuowaniem współpracy. Jego stosunek do obecnej rzeczywistości społeczno-politycznej jest pozytywny. Tw ps. «Biedronka» ocenić należy jako źródło sygnalizacyjne, nie ma możliwości realizowania zadań operacyjnych” .
W 1988 r. jego oficer prowadzący stwierdzał, że osoby w operacyjnym zainteresowaniu SB zwolniły się z CTO, a spotkań z TW odbyło się łącznie 20.
Współpracę z Uhligiem zakończono 4 listopada 1988 r.
Mgr Uhlig przysłał do mnie dziś oświadczenie:
Oświadczam, że zgodę na współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa podpisałem wiosną 1982 r. w Ośrodku Internowania w Jaworzu k. Drawska, w zamiarze osiągnięcia korzyści, polegającej na zwolnieniu z obozu internowania i przywróceniu mi wolności. Fakt, że deklarację współpracy z SB podpisałem w warunkach pozbawienia wolności, świadczy jednoznacznie o tym, że było to świadome i zamierzone oszustwo, nie mające na celu wspomagania upadającej komunistycznej władzy. W planie tego oszustwa założyłem, że współpracę z SB zakończę tak szybko, jak to tylko będzie możliwe, w międzyczasie nie szkodząc „Solidarności”, w której do 13 grudnia 1981 r. działałem. Moje kontakty z SB zostały zakończone w roku 1983 lub 1984, chociaż chciałem je zakończyć już w roku 1982.
====================================================================================
28.02.2009 r. - poprawiłem dr Uhlig na mgr Uhlig, zgodnie z życzeniem wyrażonym w mailu
>>"Dr Uhlig ..." - nie jestem doktorem. jestem tylko magistrem i nawet niekoniecznie trzeba o tym pisać. MU<<
Natomiast nie zgadzam się z komentarzem mgr Uhliga http://www.prw.pl/articles/view/10326/lustracja-w-blogach :
[...]"Jest oczywiste, że Szymborskiemu chodzi (z na razie nieznanych) mi powodów, o skompromitowanie nauczycieli akademickich Uniwersytetu Śląskiego, i - jak widać - odnosi zamierzony efekt. Panowie podczas audycji Blogoskop określili mnie właśnie jako pracownika naukowego Uniwersytetu Śląskiego, podczas gdy nie jestem pracownikiem naukowym, tylko zwykłym najemnym pracownikiem administracji, nie mającym żadnego związku z nauką ani kształceniem studentów.
Ta sytuacja wyraźnie pokazuje, że Szymborski realizując swoje cele nie waha się posłużyć nieprawdą i insynuacją."
To oczywiste nadużycie i nadinterpretacja ze strony pana Uhliga. Maila dostałem, ale w zamieszaniu wywołanym całą sprawą, zapomniałem dokonać tejże korekty. A wniosku, jakoby chodziło mi o "skompromitowanie nauczycieli akademickich Uniwersytetu Śląskiego, i - jak widać - odnosi zamierzony efekt", komentować będę. Jest, po prostu, błędny.
środa, 25 lutego 2009
Już wiadomo Who`s who cz.1
Komisja Historyczna badająca "uwikłanie" naukowców i studentów Uniwersytetu Śląskiego we współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa, z niewiadomych powodów nie zdecydowała się na ujawnienie nazwisk szpicli. W swoim tzw. Raporcie z pierwszego etapu pracy, lituje się nad konfidentami, nie publikując ich nazwisk, ale jedynie ich esbeckie pseudonimy.
Pora nadrobić to "niedopatrzenie". Poniżej cześć pierwsza wykazu, czyli nazwiska TW z niektórych wydziałów UŚ.
Wydział Mat-Fiz-Chem:
TW "Stefan" - prof. Ryszard Mańka;
"Janka" - Irena Wistuba;
Nie wiem, dlaczego nie znaleźli się wśród nich:
prof. dr hab. Józef Śliwiok TW "Romanowski";
dr Witold Kowalski - TW "Jan";
Wydział Nauk o Materiałach i Informatyki (WT):
TW "Sokrates" - prof. Henryk Morawiec;
Wydział Nauk o Ziemi:
TW "Roman" - dr Jerzy Nita;
Pora nadrobić to "niedopatrzenie". Poniżej cześć pierwsza wykazu, czyli nazwiska TW z niektórych wydziałów UŚ.
Wydział Mat-Fiz-Chem:
TW "Stefan" - prof. Ryszard Mańka;
"Janka" - Irena Wistuba;
Nie wiem, dlaczego nie znaleźli się wśród nich:
prof. dr hab. Józef Śliwiok TW "Romanowski";
dr Witold Kowalski - TW "Jan";
Wydział Nauk o Materiałach i Informatyki (WT):
TW "Sokrates" - prof. Henryk Morawiec;
Wydział Nauk o Ziemi:
TW "Roman" - dr Jerzy Nita;
Subskrybuj:
Posty (Atom)
