czwartek, 20 marca 2008

Prof. Janusz Kryszak przeprasza za współpracę z SB

Literaturoznawca prof. Janusz Kryszak z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika (UMK) w Toruniu przeprosił na łamach uczelnianego pisma za współpracę z SB.


Agenturalne związki naukowca znane są od połowy 2006 r.

- Przez te dwa lata wiele myślałem o bólu i zawodzie, jaki sprawiłem memu otoczeniu, ludziom bliskim, wszystkim, którzy do niedawna mi ufali i obdarzali szacunkiem. Za to chciałbym z całą pokorą przeprosić - napisał profesor w liście opublikowanym w "Głosu Uczelni".

Prof. Kryszak wyjaśnił, że przeprasza dopiero teraz, gdyż potrzebował czasu "by zdusić w sobie wszystkie złe emocje, by wyzbyć się hardości i zbyt łatwych usprawiedliwień".

- Wiem, że słowo przepraszam bywa czasami zbyt lekkie, zbyt łatwe do wypowiedzenia, ale - proszę mi wierzyć - mówi teraz właśnie, po dwóch latach, słowo to człowiek ciężko doświadczony i zmagający się każdego dnia z ciężarem własnej biografii. Mówię to słowo także dla siebie, bo wierzę, że ono mnie odbuduje i pozwoli dalej żyć w większym spokoju - podkreślił.

Prof. Kryszak jest znawcą polskiej literatury dwudziestolecia międzywojennego, emigracyjnej, a także poetą.

Agenturalną przeszłość działalność naukowca w połowie 2006 r. ujawnił dawny działacz toruńskiej "Solidarności" Stanisław Śmigiel, opierając się na dokumentach otrzymanych z IPN.

Kryszak pod pseudonimem "Krzysztof" był tajnym współpracownikiem SB przez 22 lata. Zwerbowano go w 1967 r., gdy był 22-letnim studentem filologii polskiej UMK. Współpracował z SB nieprzerwanie aż do 1990 r., za co otrzymywał wysokie wynagrodzenie i prezenty, w tym wydawnictwa emigracyjne.

Naukowiec donosił m.in. na wybitnego polonistę prof. Artura Hutnikiewicza, którego był ulubionym uczniem, a po jego śmierci stał się jego spadkobiercą.

Prof. Kryszak po ujawnieniu dokumentów z IPN przyznał się do współpracy, zrezygnował z funkcji dyrektora Instytutu Literatury Polskiej UMK, a jesienią 2007 r. przeszedł na emeryturę.

czwartek, 21 lutego 2008

Pierwszy dziennikarz

Bogdan Widera czyli TW Andrzej nr ewidencyjny 56772

Znany śląski dziennikarz i publicysta m.in. „Gościa Niedzielnego” i „Śląska”.
http://slask.naszemiasto.pl/slaskie_abecadlo/specjalna_artykul/17346.html

Felietonista, twórca nagradzanej w wielu konkursach postaci Jarosława Starzyka „emeryta, idealnego kronikarza PRL po stanie wojennym”.

Dzisiaj z zainteresowaniem przysłuchiwał się konferencji zorganizowanej przez IPN „Wolne Związki Zawodowe z perspektywy 30 lat”.
Dziennikarz został zwerbowany przez ppor. Wiktora Czuczę z wydziału IV SB w Katowicach.

Widera zgodził się na współpracę, bo bał się – jak pisał Czucza - „ujawnienia kompromitujących faktów w miejscu pracy”. O co chodziło? Widera został zatrzymany na granicy pod zarzutem drobnego przemytu. Spędził kilkanaście godzin w areszcie milicyjnym. Obawial się więzienia i tego, co może stać się z jego ciężko chorą żoną. Został pozyskany do >>"rozpracowywania działalności przedsiębiorstwa „Księgarnia św. Jacka”[tam wówczas pracował – TS]<<, a jego werbunek esbek uzasadniał tym, iż „B.W. ma bieżący kontakt z figurantami spraw prowadzonych przez SB”.

Werbunku Widery dokonano 20 sierpnia 1984 roku w jego mieszkaniu w Katowicach. Widera – jak wynika z raportu po pozyskaniu - „wyraził chęć współpracy z SB, obrał pseudonim „Andrzej” i podpisał zobowiązanie”.

Agent zrelacjonował na pierwszym spotkaniu charakter pracy w księgarni katolickiej oraz opowiadał obsadzie personalnej wydawnictwa.
Bezpieka duże nadzieje pokładała w nowym współpracowniku. W 1984 roku „Ramowy plan zadań dla TW Andrzej” obejmował:
• Kontrolowanie osób zatrudnionych w księgarni św. Jacka pod kątem ich ewentualnych powiązań z członkami ugrupowań opozycyjnych;
• Charakteryzowanie produkcji księgarni św. Jacka;
• Objęcie kontrolą Stanisława Kruszyńskiego, figuranta SOS Kłodobok;
• Udzielenie informacji dotyczących dyrektora księgarni ks. Benedykta Woźnicy z uwzględnieniem jego zachowania w miejscu pracy, planów w stosunku do pracowników, ewentualnych sytuacji konfliktowych; [nawiasem mówiąc ksiądz Benedykt Woźnica - duszpasterz akademicki, należał do Biskupiego Komitetu Pomocy Uwięzionym i Internowanym w Katowicach. Jednocześnie był tajnym współpracownikiem Wydziału IV SB w Katowicach ps. „Wiedeńczyk” nr ewid. 27 754. Donosił m.in. na Kazimierza Świtonia – TS];
• Informowanie o postępach pracy nad nowopowstającą drukarnią diecezjalną w Katowicach;
• Przekazywanie informacji na temat komentarzy odnośnie aktualnej sytuacji w kraju;
• Informowanie o ewentualnych próbach kolportażu na terenie miejsca pracy literatury bezdebitowej;


Ppor. Jan Kostępski, starszy inspektor Wydziału IV w raporcie z dnia 24 sierpnia 1988 roku pisze:
>>TW Andrzej do współpracy z SB pozyskany został 20 sierpnia 1984 roku. Jako redaktor Gościa Niedzielnego – agendy Kurii Diecezjalnej w Katowicach przekazuje wartościowe informacje pod względem operacyjnym. TW nie jest wynagradzany finansowo, ale jedynie okazjonalnie z okazji urodzin lub imienin upominkiem. […]W związku z wytypowaniem TW „Andrzej” przez Kurię Katowicką na naukę języka niemieckiego do Austrii, wzrośnie jego pozycja w redakcji oraz możliwości operacyjne. W związku z powyższym zwracam się do towarzysza Szefa [szefem Wydziału IV SB w Katowicach był ppłk Waldemar Wiechno – TS] o przyspieszenie wydania paszportu TW ps. „Andrzej”.<<


Bogdan Widera zakończył współpracę z SB 11 kwietnia 1990 roku. Jego oficer prowadzący pisał w raporcie: „W związku z przemianami społecznymi-politycznymi zachodzącymi w kraju TW uznał dalszą współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa za bezcelową”.

TW „Andrzej” donosił m.in. na Andrzeja Grajewskiego oraz bpa. Herberta Bednorza, dziennikarzy i pracowników „Gościa Niedzielnego”. Raportował także na swego sąsiada red. Michała Smolorza rozpracowywanego przez SB w ramach SOR „Mercedes”.

Widera ma status pokrzywdzonego (!) w postępowaniu prowadzonym przez IPN w sprawie bezprawnego zwalniania dziennikarzy w czasie stanu wojennego (tzw. weryfikacja)...

Wiktor Czucza był do 2005 r. kierownikiem ośrodka szkolenia i wychowania OHP w Dąbrowie Górniczej – Łośniu.

wtorek, 8 stycznia 2008

Kazimierz Kutz

W katowickim dodatku Gazety Wyborczej 7 stycznia 2008 roku Kazimierz Kutz w swoim felietonie "Nowy oddech" http://miasta.gazeta.pl/katowice/1,35068,4814823.html pisze m.in.
[...]Ostatnio znane postubeckie dzienniki rozdmuchały sprawę mojej rzekomej "lojalki", którą podpisałem przed wyjściem z internowania. Informuję, że przy wyjściu z więzienia zawsze coś się podpisuje, choćby dlatego, że oddają sznurówki i pasek od spodni. Moja sprawa jest jedną z wielu PiS-owskiego chamstwa [stosowanego nagminnie]. No i moi zacni autorzy anonimów dostali wiatr w żagle. Nareszcie mogli pójść na całość i upić się swoją nienawiścią do imentu.[...]
Najważniejsza jest prawda.
Na mikrofilmie w archiwum IPN zachowała się Teczka Internowanego nr arch. 18415/I. To dokumenty dotyczące Kazimierza Kutza.
O tym, że reżyser będzie internowany zdecydowano w MSW kilka miesięcy przed wprowadzeniem stanu wojennego.
Wniosek „O zatrzymanie i izolację na wypadek PZ” Kazimierza Kutza nosi datę 17 września 1981 roku. Został napisany przez majora Kazimierza Goraja, naczelnika wydziału III katowickiej SB, a zatwierdzony w tym samym dniu przez płk inż. Władysława Lesia, ówczesnego zastępcę Komendanta Wojewódzkiego ds. SB w Katowicach.

SB tak charakteryzowała działaność Kutza, który wcześniej był obiektem rozpracowania przez bezpiekę, która bezskutecznie starała się z niego zrobić Tajnego Współpracownika (sprawa kryptonim "Reżyser") i inwigilowała od początku lat 70:
„K. Kutz utrzymywał kontakty z osobami aktywnie działającymi w KSS-KOR: Jerzym Markuszewskim, Marianem Brandysem, Haliną Mikołajską, Anną Kowalską, Jackiem Bierezinem. Reprezentuje negatywny stosunek do władz partyjnych i państwowych w kraju. Poddaje krytycznej i tendencyjnej ocenie politykę kulturalną w Polsce, a zwłaszcza na Śląsku. W podejmowanych działaniach mających na celu ożywienie życia kulturalnego w województwie katowickim stara się uniezależnić sprawy kultury i sztuki od ingerencji instancji PZPR, nawiązując kontakty z regionalnymi ogniwami „Solidarności”.

Powody internowania reżysera były następujące:
„W związku z faktem, że K. Kutz utrzymywał kontakty z działaczami antysocjalistycznymi oraz reprezentuje negatywny stosunek do władz partyjnych i rzeczywistości społeczno-politycznej w kraju – może stanowić w określonych warunkach zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa”.
Odpowiedzialnymi za zatrzymanie Kutza byli dwaj esbecy: ppor. Marek Leśniak – kierownik sekcji IV wydz. III SB w Katowicach (później członek zbrodniczej grupy „D” MSW) i ppor. Zbigniew Stadler.
Decyzja o internowaniu Kutza nosi nr III/77. Zatrzymania Kutza w jego mieszkaniu dokonał 14 grudnia 1981 roku o godzinie 9.10 ppor. Leśniak.

W archiwum IPN zachowała się „notatka urzędowa z rozmowy przeprowadzonej z ob. Kutz Kazimierzem” odbyta 17 grudnia 1981 roku:

„W wyniku rozmowy stwierdzono co następuje: Wymieniony należy do NSZZ >>Solidarność<< w Warszawie, jest członkiem Stowarzyszenia Filmowców Polskich, do organizacji politycznych, formalnych i nieformalnych nigdy nie należał. Następnie K. Kutz stwierdził, że jako przewodniczący Komisji Porozumiewawczej Stowarzyszeń Twórczych i Naukowych w Katowicach nie utrzymywał kontaktów z działaczami >>Solidarności<< woj. katowickiego poza jednym przypadkiem, kiedy zwrócił się do Zarządu Regionu tego związku w sprawie uczestnictwa w Sejmiku Kultury Śląskiej. Jednakże postawę >>S<< ocenił on negatywnie, a to z powodu niewłaściwego i indolentnego stosunku do spraw kultury – nie podjęli oni do tej pory żadnych inicjatyw w tej sprawie.
Dzisiejszą sytuację w Polsce (stan wojenny) K. Kutz ocenia jako konieczność podyktowaną nakazem chwili. Uznał, że ekstremalni przywódcy >>Solidarności<< niektórych regionów kraju (w tym naszego regionu) są działaczami niedorosłymi jeszcze do potrzeb kraju i związku, są >>harcerzami<< przysparzającymi związkowi więcej złego niż dobrego. Wymieniony dużą nadzieję wiąże z gen. armii Wojciechem Jaruzelskim. Twierdzi, że jest osobą, która rzeczywiście myśli o ratowaniu kraju i jego odnowie społecznej, posiada autorytet w społeczeństwie i gwarantuje przywrócenie ładu i porządku w kraju.
Poza tym K. Kutz nie posiada żadnych powiązań z ugrupowaniami antysocjalistycznymi w kraju w sensie współpracy czy sympatyzowania z nimi. Mimo, że zna wielu z tych kręgów prywatnie, nie interesuje się działalnością polityczną. Stan wojenny wg niego winien szybko się zakończyć, a następnie powinna nastąpić realizacja reformy gospodarczej i odnowy społecznej, w tym odnowy >>Solidarności<< i całego ruchu związkowego.”

Poniżej widnieje podpis Kazimierza Kutza, a poniżej uwagi (i podpisy) uczestniczących w rozmowie esbeków – ppor. F. Łowickiego i ppor. M. Witkowskiego:
„Rozmowa przebiegała w spokojnej i przyjemnej atmosferze. Zatrzymany zachowywał się poprawnie, chętnie i wyczerpująco odpowiadał na zadawane pytania. Sprawiał wrażenie pogodzonego z sytuacją w jakiej się znalazł, ale z nadzieją patrzącego w przyszłość”.

Po tej rozmowie powstało 21 grudnia 1981 roku oświadczenie podpisane przez Kazimierza Kutza.
„Ja, niżej podpisany oświadczam i zobowiązuję się do zaniechania wszelkiej działalności szkodliwej dla Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, w szczególności do przestrzegania obowiązującego porządku prawnego”.
To gotowy druk, z miejscem na dane osoby i podpis. Poniżej tekstu lojalki (bo tak to należy nazwać) znajduje się własnoręczny podpis Kutza. Za wyjątkiem adresu, daty i podpisu jest to druk maszynowy.

Decyzją komendanta wojewódzkiego MO w Katowicach nr 7/91 z 21 grudnia 1981 roku internowanie Kutza zostało uchylone:
„Uznając, że ustały przyczyny uzasadniające internowanie w ośrodku odosobnienia […] na zasadzie art. 43 ust 5 dekretu o stanie wojennym z dnia 13 grudnia 1981 roku postanawia się uchylić decyzje o internowaniu”.

Inną wersję wydarzeń przedstawia Kutz w wypowiedziach po publikowaniu przez IPN katalogów osób publicznych:
„Podsunęli mi pod nos pismo, że zobowiązuję się dłużej już nie walczyć z ustrojem. Bo przecież jakieś powody do tego internowania były. Powiedziałem, że nie podpiszę, bo mnie chodzi o wolność, a nie walkę z ustrojem. Oni myśleli, myśleli. W końcu wezwali mnie ponownie i podsunęli drugie pismo. Stało tam, że będę przestrzegał przepisów administracyjnych. Nie od razu podpisałem. Powiedziałem, że to zrobię, jak mi wydadzą zaświadczenie, że siedziałem. Przynieśli takie coś. Właśnie trzymam to w ręce. Pytali też, co sądzę o sytuacji w kraju. Powiedziałem, że takich jak oni komunistów kazałbym za jaja na latarniach powywieszać. Nie kontynuowali wątku. Puścili."

czwartek, 6 grudnia 2007

Tadeusz Rachwał czyli TW Tomasz

Tadeusz Rachwał TW „Tomasz” nr rej. 56844

Pozyskanie anglisty, Tadeusza Rachwała jako Tajnego Współpracownika SB odbyło się 21 marca 1985 roku w hotelu Katowice. Był wtedy asystentem na anglistyce UŚ.

Rachwał został zwerbowany do współpracy przez Służbę Bezpieczeństwa na zasadzie „współodpowiedzialności obywatelskiej”. Podpisał zobowiązanie i obrał pseudonim „Tomasz”. Na pierwszym spotkaniu z esbekiem przekazał pisemną informację z mającej się odbyć w dniach 25.03-29.03.1985 r. konferencji literackiej w Katowicach-Ligocie. Informował też SB o przyjazdach cudzoziemców oraz o Tadeuszu Sławku.

W trakcie jednego ze spotkań TW „Tomasz” oświadczył, że rezygnuje z dalszej współpracy, ponieważ jego „postawa etyczno-moralna nie pozwala mu na prowadzenie współpracy w tej formie”.
Rachwała wyeliminowano z sieci agentów w 1987 roku, po jego powrocie z zagranicy. Materiały Tajnego Współpracownika ps. Tomasz zniszczono, ale zachowały się na mikrofilmie w archiwum IPN.