sobota, 3 kwietnia 2010

Historia, bezpieka i medycyna

W dwóch największych aferach kryminalnych w Śląskim Uniwersytecie Medycznym w Katowicach główne role przypadły profesorom, którzy w przeszłości współpracowali z SB. Przypadek?
 
W październiku 2009 r. w katowickiej Prokuraturze Okręgowej znany śląski chirurg szczękowy profesor Tadeusz Cieślik usłyszał dwadzieścia dwa zarzuty korupcyjne. Jest podejrzany o to, że kiedy był kierownikiem katedry szpitali klinicznych w Katowicach i Zabrzu (należą do Śląskiego Uniwersytetu Medycznego), miał żądać i przyjmować od swoich pacjentów łapówek, które miały go „zachęcić” do osobistego przeprowadzania zabiegów. Dowody były na tyle mocne, że już w czasie pierwszego przesłuchania w prokuraturze profesor skapitulował. Przyznał się, że dwadzieścia razy wziął pieniądze od pacjentów - w sumie 31 tysięcy złotych.
 
Do skorumpowania naukowca miało dojść w czasie niespełna dwóch lat - od grudnia 2006 r. do listopada 2008 r. Z dowodów zebranych przez policjantów z Wydziału do Walki z Korupcją Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach, profesor domagał się także łapówek za możliwość zrobienia doktoratu oraz specjalizacji na swojej katedrze. I tak od dwóch kandydatów na doktorów miał wziąć w sumie 124 tysiące złotych. Do przyjęcia tych łapówek od lekarzy profesor Cieślik się nie przyznał. - Nic dziwnego. Nie sądzę, aby znalazł się lekarz-samobójca, który ujawni się i wyjdzie na jaw, że doniósł na swego profesora to jeszcze chciał zapłacić za otwarcie przewodu doktorskiego. W tej branży byłby skończony - mówi jeden ze starszych wykładowców Śląskiego Uniwersytetu Medycznego.  Profesor nie trafił do aresztu. Jest na wolności po wpłaceniu 400 tys. zł kaucji i nie może wyjeżdżać zagranicę, ale jego kariera naukowa stoi pod znakiem zapytania. - Chce dobrowolnie poddać się karze. To dobra taktyka, bo uniknie krępującego procesu, wywlekania brudów przy otwartej kurtynie. Ma bardzo duże szanse na wyrok w zawieszeniu, a nie 8 lat więzienia- stwierdza znany śląski adwokat. Niedawno zarzuty korupcyjne usłyszała córka profesora.
 
„Neptun” boi się SB
 
Tadeusz Cieślik nawet przed rodziną ukrywał pewien epizod z przeszłości. W archiwum IPN ocalały dokumenty, z których wynika, że kiedy był studentem V roku ( czyli w roku 1976) Wydziału Stomatologii Śląskiej Akademii Medycznej w Zabrzu, został zwerbowany w charakterze tajnego współpracownika (TW). Zachowały się dwie teczki TW ps. „Neptun” (nr rejestracyjny 32289) - personalna i pracy. Dzięki nim można odtworzyć przeszłość Tadeusza Cieślika, o której wolałby zapomnieć.
7 kwietnia 1976 roku Tadeusz Cieślik własnoręcznie napisał zobowiązanie do współpracy z SB, pod którym się podpisał: „W zamian za niepociągnięcie mnie do odpowiedzialności karnej oraz nieinformowanie władz uczelnianych, zobowiązuję się do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa. Informacji udzielać będę pisemnie, a dla konspiracji przyjmuję sobie pseudonim „Neptun”. Fakt współpracy zachowam w ścisłej tajemnicy. Zostałem pouczony o odpowiedzialności karnej wynikającej z ujawnienia tajemnicy”.
 
W jaki sposób SB zwerbowała studenta do współpracy? Otóż to zobowiązanie było rezultatem burdy pomiędzy studentami a funkcjonariuszem MO, do której doszło 9 marca 1976 roku w piwiarni „Żywiecka” w Zabrzu. Protokoły wiernie oddają przebieg incydentu. Około godziny 17., po zajęciach, Cieślik razem z kolegą ze studiów i z pokoju w akademiku, Józefem Pustułką, postanowił napić się piwa. Wypili po osiem dużych piw, kiedy podszedł do nich milicjant. Zażądał dowodów osobistych. Studenci jednak jego żądanie zlekceważyli.  
Wybuchła awantura. W rezultacie Pustułka z Cieślikiem trafili do izby wytrzeźwień. „Bardziej agresywny był Pustułka, który zaczepiał konsumentów, jak również arogancko zachowywał się wobec milicjantów” - zeznawał na drugi dzień Cieślik na komisariacie MO. Wersja Pustułki była inna. Jednak pech Cieślika polegał na tym, że podczas przeszukania znaleziono 12 skradzionych i podbitych in blanco recept z kliniki (w tym jedną z pieczątką jego brata - ginekologa). Meldunek z zajścia w „Żywieckiej” trafił do Katowic, do Wydziału III SB. Miesiąc później sierżant Jan Sablik z SB rozpoczął „opracowywanie kandydata na tajnego współpracownika”.
 
Operacyjne możliwości Tadeusza Cieślika, swego przyszłego agenta, bezpieka oceniała bardzo wysoko. „Jest studentem V roku Wydziału Lekarskiego Śl. AM w Zabrzu, gdzie nie posiadamy źródła informacji w postaci TW. Jak wynika z rozmowy sondażowo-rozpoznawczej ma dotarcie do studenta aktywisty duszpasterstwa akademickiego Bartos Wiesława oraz może rozpoznać innych aktywistów. Ponadto ma niezłe rozpoznanie w środowisku studentów na Wydziale Lekarskim w Zabrzu. […] Podczas spotkania błagał o niewyciąganie konsekwencji i o możliwość zrehabilitowania się”. Werbunek Tadeusza Cieślika planowano „na materiałach kompromitujących”. Wszystko przebiegło zgodnie z planem bezpieki. Tadeusz Cieślik został TW ps. „Neptun”, a w zamian SB nie powiadomiła władz uczelni o jego przestępstwie i nie relegowano go ze studiów.
 
Siedem donosów w dwa miesiące
 
W teczce personalnej „Neptuna” zachowały się materialne dowody jego współpracy, czyli siedem własnoręcznie napisanych donosów. Powstały w krótkim czasie - od kwietnia do czerwca 1976 roku.
Już podczas spotkania werbunkowego „Neptun” poinformował sierżanta Sablika z SB o studentach, którzy „Chodzą na spotkania DA (Halina Piec, Maria Smółka, Jadwiga Zajęcka, Maria Szwaja, Wiesław Bartos, Stanisław Legierski, Jolanta Francisz), przekazał informacje o tych, którzy negatywnie wypowiadali się o wyborach do Sejmu i Rad Narodowych (Krzysztof Sacha, Janusz Horzelski), wymienił studentów negatywnie ustosunkowanych do naszych osiągnięć gospodarczych (Zdzisław Natora, Andrzej Czyba, Andrzej Głogowski, Janusz Horzelski)”. Te informacje trafiły do teczki Sprawy Obiektowej „Wierni”, w której inwigilowano członków Duszpasterstwa Akademickiego (DA).
 
W drugim donosie Cieślik informował SB o poglądach swego kolegi z roku - Andrzeja Pazery. „W czasie jedzenia Andrzej niejednokrotnie wspominał o tym, że jako stomatolog wyjeżdżając na Zachód mógłbym zarobić dużo pieniędzy. Twierdził, że na Zachodzie są duże braki stomatologów i mają tam duże możliwości zarobkowania. Andrzej jest starostą wydziału lekarskiego, zawsze wywiązywał się dobrze ze swoich obowiązków”.
Odszukaliśmy bohatera donosu. - Z Polski wyjechałem w 1980 roku. Donoszenie jest z natury obrzydliwe i nie można się z tego wytłumaczyć. Nie wiem, czy niektóre z moich kłopotów nie były właśnie nimi wywołane - mówi Andrzej Pazera-Eliasz, który jest lekarzem w Szwajcarii.
Cieślik nie stronił od donosów obyczajowych. „Od 22 do 24 kwietnia przed akademikiem był zaparkowany samochód z rejestracją RFN. Jego właścicielem był pan w wieku około 30 lat, przebywający w towarzystwie studentki V roku wydziału stomatologicznego Katarzyny J[...]. Jest ona znana osobą w naszym środowisku, ponadto ze względu na trudności materialne jest zmuszona dorabiać „najstarsza profesją” […]”. Informacja naturalnie zainteresowała SB. Planowano ją wykorzystać w rozmowie operacyjnej z J. Nie można jednak ustalić, czy i w ogóle dzięki tym informacjom Katarzyna J. została zwerbowana.
 
„Neptun” chętnie donosił na swoich kolegów ze studiów. Nie próżnował nawet w czasie praktyk studenckich. 25 czerwca 1976 r., tuż po ogłoszeniu przez rząd Gierka drastycznych podwyżek cen, przekazał SB relację z komentarzy pielęgniarek i lekarzy Kliniki Chirurgii Szczękowej w Katowicach. „Pielęgniarki czytały punkt po punkcie relację z posiedzenia Sejmu w Trybunie Robotniczej, głośno komentując każdy z nich w formie „to jest złodziejstwo my teraz nie zarobimy nawet na chleb z masłem”.[…] Słyszałem to, ponieważ siedziałem obok. Niedokładność słyszanej dyskusji spowodowana była przygotowaniami do egzaminu”- wyjaśnia „Neptun”.
Potem współpraca ustała, bo Cieślik po zakończeniu studiów pojechał na szkolenie wojskowe i wyprowadził się w rodzinne strony - do Myszkowa. W lutym 1978 roku o tajnego współpracownika upomniała się SB w Częstochowie. Został przejęty „na kontakt” przez kpt. Kazimierza Półtoraka z Wydziału III SB. Jednak „Neptun” nie był już skory do współpracy, unikał spotkań i twierdził, że nie ma żadnych ciekawych informacji. W 1980 roku zrezygnowano z prób wznowienia współpracy z TW „Neptun”. Jego akta trafiły do archiwum. Tadeusz Cieślik nie odpowiedział na moje pytania, dotyczące wydarzeń sprzed prawie 40 lat wysłane pocztą elektroniczną.
 
TW „Andrzej” z zarzutami
 
Co, oprócz prokuratorskich zarzutów łączy profesora - chirurga szczękowego z korupcyjnymi zarzutami z byłym rektorem Śląskiej Akademii Medycznej w Katowicach? Można powiedzieć, że prof. Tadeusz Cieślik idzie tropem byłego rektora ówczesnej Śląskiej Akademii Medycznej (jej następcą jest właśnie Śląski Uniwersytet Medyczny) - prof. Tadeusza Wilczoka. Od kilku miesięcy przed Sądem Okręgowym w Katowicach trwa proces byłego rektora oraz dwojga jego współpracowników:Adama Sałaniewskiego - byłego dyrektora uczelni i Stefanii B. -  kwestora Akademii. Współpracownicy byłego rektora są oskarżeni o narażenie uczelni na straty około 6 milionów złotych. Tadeusz Wilczok w czerwcu 2008 roku usłyszał zarzut niegospodarności oszacowany przez biegłych na ponad 47mln zł.
 
Za co szanowany naukowiec, profesor, który zasłynął tym, że kierowana przez niego uczelnia nadała jemu w czasie kadencji tytuł doktora honoris causa, trafił na ławę oskarżonych? Za naiwność? Raczej za niezdrową ambicję, która doprowadziła katowicką uczelnię medyczną do wzięcia gigantycznego kredytu na dokończenie budowy Akademickiego Centrum Medycznego (ACM) w Zabrzu.
Profesor Wilczok wyjaśniał podjętą decyzję o kredytowaniu budowy ACM tym, że inwestycja była wspierana przez najważniejszych polityków w kraju. - Znając deklaracje ze strony polityków oraz potrzeby dydaktyczne Senat uczelni zdecydował się wziąć na budowę komercyjny kredyt. Budowa Centrum tylko z pieniędzy budżetowych trwałaby około 500 lat, bo tak szacowano wartość powstającego szpitala - tłumaczył profesor Wilczok. Znacznie mniej wiarygodnie brzmią jego tłumaczenia, dlaczego będąc rektorem zdecydował o zakupie od ING Banku Śląskiego budynku w centrum Katowic, w którym był później rektorat uczelni. Biegli na zlecenie prokuratury oszacowali, że budynek zakupiono go o ok. 5 mln zł drożej do ówczesnych cen rynkowych. Mało tego - kierowana przez rektora Wilczoka uczelnia nie zamówiła nawet operatu szacunkowego, tylko kupiła budynek po cenie określonej przez ING Bank! Nowe władze uczelni przeniosły rektorat do dawnej siedziby i rozważają wynajęcie budynku.
 
Także za byłym rektorem Śląskiej Akademii Medycznej w Katowicach, prof. dr hab. Tadeusz Wilczokiem ciągnie się agenturalna przeszłość. Z akt zachowanych w IPN wynika, że przez 24 lata był Tajnym Współpracownikiem SB o pseudonimie „Andrzej” (nr ewid. 39221). Czy prof. Wilczok był szantażowany przez osoby, które znały jego agenturalną przeszłość i dlatego podejmował w latach 90. kontrowersyjne decyzje personalne i finansowe? Tadeusz Wilczok zaprzecza, że współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa. Zaprzecza też, że mógł być w związku z tym szantażowany i zmuszany do podejmowania pewnych decyzji. O odcięciu się od przeszłości świadczy to, że od ponad roku na jego stronie internetowej dział „sprawy kontrowersyjne” jest pusty. Zakładka „IPN” zniknęła.
 
Donosy za paszport
 
Do werbunku Wilczoka jako agenta SB doszło w grudniu 1959 r. Został zwerbowany do sprawy krypt. „Fimila”. Figurantem w tej sprawie, czyli osobą rozpracowywaną, na którą donosił m.in. Wilczok, był Jan Boronowski, ówczesny szef Amatorskiego Klubu Filmowego „Śląsk” w Katowicach. Wilczok był skarbnikiem w AKF. Boronowskiego SB podejrzewała o działalność szpiegowską. „Na podstawie jego informacji założono sprawę operacyjną w stosunku do 11 aktywnych kontaktów figuranta z ogólnej liczby 60 ujawnionych na podstawie komunikatu „P5” i innych materiałów operacyjnych” – tak potrzebę oficjalnego werbunku Wilczoka jako Tajnego Współpracownika uzasadniał kapitan Jan Kaczmarzyk - starszy oficer operacyjny Grupy III Wydziału II SB w Katowicach.
W archiwum IPN w Katowicach zachowało się m.in. własnoręcznie napisane przez Wilczoka zobowiązanie do współpracy z SB z dnia 6.11.1959 r. Nowy nabytek SB przyjął pseudonim „Andrzej”.
Naukowiec coraz mocniej wiąże się z SB. Tadeusz Wilczok Wyjeżdża na stypendia i kongresy, pisze artykuły naukowe publikowane w czasopismach krajowych i zagranicznych. W czasie rocznego pobytu na stypendium w USA w lipcu 1965 roku współpracuje z wywiadem PRL. Był „wykorzystywany po zagadnieniu stypendystów” – składał doniesienia na temat kolegów, z którymi przebywał i kontaktował się w USA. Zachowała się charakterystyka TW „Andrzej” z 1966 roku – Wilczok był wtedy docentem chemii organicznej zatrudnionym w Instytucie Onkologii w Gliwicach. „W lipcu 1965 roku wrócił z rocznego stypendium w USA. Przekazał SB charakterystyki polskich stypendystów będących w USA w tym samym czasie (m.in. Wojnarowskiego z Warszawy i Hierowskiego z Poznania)” – pisze jego oficer prowwadzący.
 
Agent manewrowy
 
SB miało ambitne plany związane ze swoim agentem. „TW Andrzej obawia się dekonspiracji. Spotkania odbywają się w jego gabinecie w Instytucie Onkologii, co gwarantuje całkowitą konspirację ze względu na wielkość instytutu. Będzie wykorzystywany do sprawy >>Matador<< a także jako jednostka manewrowa w stosunku do osób z którymi się już zna oraz z osobami, z którymi może znajomość nawiązać, a które będą w naszym operacyjnym zainteresowaniu” – melduje oficer operacyjny Grupy I Wydziału II ppor. Witold Zabiegała.
 
TW „Andrzej” był oceniany przez SB wysoko. W maju 1970 r. oficer SB zapytał Wilczoka o jego możliwości lub plany wyjazdów do krajów kapitalistycznych. „Żalił się, że w ubiegłym roku tyle wyjeżdżał, że nie ma teraz pieniędzy na dalsze wyjazdy. Dlatego nie może np. skorzystać z zaproszenia na >>Międzynarodową Szkołę i Sympozjum<< zorganizowane przez NATO w Brukseli w sierpniu br. TW Andrzej przypuszcza, że organizatorom chodzi o zebranie odpowiedniego materiału naukowego do opracowania skutecznej broni bakteriologicznej, czyli znalezienie takiej komórki bakterii, która nie reaguje na bodźce zewnętrzne. Wilczok przypuszczał, że zaproszenie zawdzięcza znajomemu belgijskiemu uczonemu (L. Ledoux). „Andrzej” mówił, że gdyby miał pieniądze, to przy poparciu Ledoux miałby jeszcze szansę wziąć udział w sympozjum - koszt 100 dol. wpłata, 50 USD utrzymanie i 5000 zł - koszty krajowe. Organizatorom zależy na przyjeździe Wilczoka, bo wysłali mu już trzy zaproszenia. […]Ze względu na swe kwalifikacje zawodowe (zajmuje kierownicze stanowisko w Akademii Medycznej w Rokitnicy, należy się spodziewać, że otrzyma tytuł profesora) biorąc udział w powyższym spotkaniu i utrzymując bezpośredni kontakt z Ledoux może oddać nam poważne usługi”.Niestety, nie zachowała się informacja, czy SB była sponsorem tego wyjazdu.
 
„Jednostka sprawdzona”, ale ma dosyć
 
W 1982 roku powstała następująca charakterystyka TW „Andrzej”: „W okresie dotychczasowej współpracy z TW Andrzej odbyto 79 spotkań, w czasie których opracował 10 informacji napisanych oraz na podstawie informacji ustnych opracowano 69 notatek służbowych. Przekazane informacje dotyczyły środowiska filmowego, lekarskiego i naukowego Śl. AM. Zadania Wilczokowi w czasie pobytów zagranicą zlecały także Departamenty: I, II, III MSW. […] Opanowany i obiektywny, jest jednostką sprawdzoną”. Jednak „Andrzej” nie chce dalej współpracować. „Udziela ogólnych informacji, mało przydatnych w pracy operacyjnej. Odmówił wychodzenia na spotkania w LK oraz przekazywania informacji w formie pisemnej” -skarży się jego oficer prowadzący.
 
Współpracę z Tadeuszem Wilczokiem zakończono w 1983 roku. Za kilka miesięcy IPN wyda monografię o inwigilacji przez SB śląskich uczelni wyższych. Jeden z rozdziałów poświęcony będzie agenturze bezpieki w Śląskiej Akademii Medycznej. - Sprawa ewentualnego powołania komisji do zbadania stopnia uwikłania pracowników naukowych SUM we współpracę z komunistycznymi służbami specjalnymi, zostanie przekazana do rozpatrzenia Senatowi Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach oraz właściwym komisjom senackim -poinformowała rzecznik uczelni Izabela Życzkowska.
 
Tekst ukazał się w najnowszym numerze "Polis". Tam też "materiały źródłowe"

niedziela, 24 stycznia 2010

O profesorze Arabskim cd.

Steve Fallon pisze o czasach, kiedy był lektorem języka angielskiego na Uniwersytecie Śląskim. Wśród donosicieli był ówczesny docent Janusz Arabski, czyli TW Arski. Jak widać były agent bezpieki dalej nie ma odwagi przyznać się do współpracy z SB i donoszenia.
Cały tekst Fallona ze strony FT tu:

First Person: Steve Fallon

By Steve Fallon
Published: January 22 2010 23:25 | Last updated: January 22 2010 23:25

Steve Fallon
In September 1975, I was a fresh-faced young American with wanderlust and a desire to get more than just a peek behind the Iron Curtain. So when I took the train from Paris to the Polish People’s Republic, where I was to teach for a year in the new English department at the University of Silesia, near Katowice, I was hoping to learn a lot over the coming months.
In Poland the second world war was not in the distant past as it was in the west; one not infrequent reminder was the number of people straphanging on trams who bore numbers tattooed on to their arms.
I knew I was being watched (or at least listened in on) from the very start. As I lay in bed the morning after my arrival, a woman let herself into my room and removed my telephone, returning it an hour later. At a teachers’ meeting several months later, a colleague with whom I had had a falling out over unpaid work said that he’d have to speak in English because “Steve’s Polish stinks.” “How do you know?” I asked him. “Have you been listening in on my phone again?”
But until I saw the 2006 film The Lives of Others, about the state monitoring of east Germans, I never dreamed the SB – the Polish secret police – would bother keeping a dossier on me. In 2007, I was hired to update the Lonely Planet guide to Poland and while I was there I decided to visit the Institute of National Remembrance (IPN) in Katowice to see if there was indeed a file on me. My old friend Marek came with me to the institute’s modern offices, where, looking at the form I needed to complete, we discussed why I thought a file might exist. “Let’s see,” I said to Marek. “Poland, 1975, American, gay… I’m not certain.” The young receptionist looked at me. “Mr Fallon,” she said sharply, “you most certainly will have a file.”
Almost a year and a half later, it arrived in the post. I don’t know what I was expecting, but it wasn’t this, full of platitudes and mistakes. “Mr Fallon has a bubbly personality, is very presentable,” I read. I learned that I hung out with Lidia D (I knew a Sabina D), that I was having an affair with a woman I had never heard of and that my best friend Jolanta was in love with me (I’ve since learned from Jolanta that at least this was true). There was nothing about me cruising the train station – the SB were clearly not the East German Stasi.
My informers bore the pseudonyms “Ewa”, “Zbyszek” and “Arski”. I had strong suspicions on one but didn’t give the identities of this ghostly trio much thought. Then, about six months later, another letter arrived from the IPN, this time announcing Decision 42/09: “To identify the persons who passed information to the state’s security organs about the applicant.”
The IPN withheld the real names of “Ewa” and “Zbyszek” because they could not be “unequivocally” linked to me. “Arski”, as I suspected, was identified as a former colleague.
My file never caused me any hardship; it just makes for a good dinner-party tale. But what damage did “Arski” and his ilk do to colleagues, my students, my friends? Marek, for example, was refused a passport in 1973, a time when everyone was allowed to travel from Poland.
I decided to find “Arski” and, after an e-mail exchange, we spoke on the phone for half an hour. He told me he had no idea that the SB had given him the pseudonym “Arski”, and said he had provided the police only with the most basic information about foreign lecturers like me. Otherwise, he said, how would we have got visas to work in Poland?’
“Arski” even suggested we were in the same boat. “When I worked in the US, I know that American services collected information on me, too. Who supplied it, I do not know and do not care.”
The thing is, I did care. And now I know.

poniedziałek, 14 grudnia 2009

TW Rzecznik

Oddziałowe Biuro Lustracyjne w Katowicach skierowało dziś do Sądu Okręgowego w Katowicach wniosek o wszczęcie postępowania lustracyjnego wobec adwokata Marka Lubelskiego oraz o wydanie przez Sąd orzeczenia stwierdzającego, że złożył on niezgodne z prawdą oświadczenie lustracyjne.

W złożonym w dniu 12 lutego 2008 r. oświadczeniu lustracyjnym Marek Lubelski potwierdził podpisanie zobowiązania o współpracy z SB oraz kilkakrotne kontakty z funkcjonariuszem SB ale stwierdził, że zobowiązanie podpisał zmuszony do tego szantażem niezwolnienia go z internowania, a jego kontakty nie były faktyczną współpracą, lecz, poprzez przekazywanie nieprawdziwych informacji, wprowadzaniem funkcjonariusza SB w błąd i chronieniem kolegów i rodziny.

W ocenie prokuratora OBL zgromadzony materiał dowodowy świadczy jednak o tym, że w okresie od grudnia 1981 r. do grudnia 1982 r. Marek Lubelski był świadomym tajnym współpracownikiem SB i przekazywał prawdziwe informacje dotyczące pracowników i studentów Wydziału Prawa Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Po tym rocznym okresie Marek Lubelski odmówił dalszej współpracy z SB.

wtorek, 27 października 2009

II Raport Senackiej Komisji Historycznej

II Raport Senackiej Komisji Historycznej UŚ (część 1)
(na podstawie kwerend prowadzonych przez Senacką Komisję Historyczną w zasobach Instytutu Pamięci Narodowej Oddziału w Katowicach oraz innych dokumentów)

Opozycja polityczna w Uniwersytecie Śląskim

Uniwersytet Śląski nie jest przechowalnią ludzi, którzy prowadzą wrogą działalność (Cytat z protokołu z plenarnego posiedzenia KU PZPR UŚL z dnia 30 marca 1982) I Uwagi wstępne Archiwum Senackiej Komisji Historycznej utworzone na podstawie zbiorów Instytutu Pamięci Narodowej Oddziału w Katowicach pozwala prowadzić wielorakie badania z pogranicza różnych nauk (historia, psychologia, socjologia, etyka, nawet filologia polska), ponieważ językowy obraz świata, wyłaniający się z notatek i dokumentów wytworzonych przez Służbę Bezpieczeństwa ma charakter aberracji antropologicznej.
Jest to zjawisko w skali ogólniejszej już opisane przez badaczy.
„Zazwyczaj interpretuje się człowieka jako ofiarę systemu totalitaryzmu komunistycznego w kategoriach homo sovieticus (Zinowiew, Tischner). Odsłania ona istotne obszary wywłaszczenia i wyobcowania (alienacji) człowieka w sferze pracy, władzy, godności. Na tym tle pojawiają się jeszcze inne aspekty aberracji antropologicznej, polegające na istotnym naruszeniu prawdy i wolności […]” (Paweł Bortkiewicz).

W skali Uniwersytetu Śląskiego te zjawiska przebiegały tym ostrzej, że Uczelnia ta miała być w założeniu tych, którzy powoływali ją do istnienia, modelową uczelnią socjalistyczną. Musiano się więc uporać przede wszystkim z wielowiekową tradycją uniwersytecką, z istoty swej odległą od „najlepszego z ustrojów”. Było więc tak, jak w komunistycznej doktrynie. Niszczono to, co niszczyć wypadało i tworzono to, co utworzyć należało (Janusz Goćkowski).
Całkowite odmienienie przestrzeni Uniwersytetu przez „nowy” ład społeczny nie mogło się jednak powieść, bo UŚ tworzyli przede wszystkim uczeni, uformowani wcześniej przez znakomite Uniwersytety (Stefana Batorego w Wilnie, Jana Kazimierza we Lwowie, Jagielloński, Warszawski, Adama Mickiewicza w Poznaniu, Wrocławski), w których etos naukowca był nie do naruszenia. Oni z kolei kształcili kolejne pokolenia.

Wprawdzie Stefan Kozicki w bardzo ostrym reportażu „Na Wysokich piętrach” pisze o Uniwersytecie Śląskim, że „Młoda ta uczelnia, nie mając żadnych zobowiązań moralnych wobec minionych wieków, otwarcie zabiega o to, aby patronat rządzącej partii był szczególnie widoczny” i dalej dodaje:
„Idąc korytarzem gmachu zajmowanego głównie przez Instytut i Wydział Nauk Społecznych, dostrzegam wśród wywieszek informujących o rozkładach zajęć nazwiska, znane mi z innego gmachu, czyli z Komitetu Centralnego w Warszawie […]. Czytam je bez zdziwienia, choć startowałem jako reporter w okresie, kiedy działacze polityczni w życiu, że tak powiem najchętniej legitymowali się umiejętnością strzelania z pistoletu i pistolety właśnie – nie dyplomy naukowe i konspekty uniwersyteckich wykładów spoczywały w szufladach ich biurek”.

Ten sąd, zamieszczony w ogólnopolskim czasopiśmie zrobił swoje: nazwa „czerwony uniwersytet” była teraz oczywistością. Było to rzecz jasna wrażenie kogoś, kto załatwia swoje porachunki, ale trzeba też pamiętać, że redaktorem naczelnym „Miesięcznika Literackiego” był Włodzimierz Sokorski, znany ze specyficznego poczucia humoru. Jedną z socjotechnik komunistycznych była dywersja, następnie destrukcja, w końcu terror i tworzenie na użytek władzy „specjalnej aksjologii”, a nauka i oświata musiały być poddane czujniejszej kontroli. Dzięki niej miał powstać „inny” uniwersytet, zbliżony do Innego świata Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Miał w takich uczelniach królować homo sovieticus (Józef Tischner) ponieważ władzy budującej nowy ład wszystko było wolno.

Zwalczano więc wyznawców religii innej, niż partyjna, twórców innych doktryn politycznych, dbano o „czystość” ideową szeregów partyjnych, marginalizowano „nie swoich” („to nie jest nasz człowiek”), niszczono tradycje kulturowe i historyczne, tworzono obszary badań „zakazanych”. A wszystko to przebiegało między perswazją (rozmowa ostrzegawcza) a represją (zwolnienie z pracy, pomijanie w awansach, potem w stanie wojennym internowanie).
W zgromadzonych przez Komisję aktach widać to znakomicie i warto prześledzić, jak akcja wywoływała reakcję, a napór rodził odpór.
***
„Fanatyk religijny”, „nosił w klapie znaczek Solidarności” „zakamieniały Piłsudczyk”, „negatywnie ustosunkowany do PRL”, „utrzymujący kontakt z ks. Stanisławem Puchałą” – powyższe określenia zestawione razem robią wrażenie czegoś absurdalnego, bo mogą być traktowane zarówno jako komplementy, jak i obiektywne stwierdzenia, ale także elementy nowomowy. To ostatnie określenie jest najbliższe prawdy, gdyż owe cytaty zostały zaczerpnięte z akt osobowych pracowników UŚ, będących w centrum zainteresowania i budzących niepokój SB.

Jeśli posłużyć się pojęciem „języka etycznego” (J. Puzynina), można by zauważyć, że aksjologia tej mowy jest wewnętrznie sprzeczna. Oto mamy następujące stwierdzenie: „jest świetnym polonistą o gruntownej i rozległej wiedzy, jednak bezwzględnie dawnego, burżuazyjnego typu o nachyleniu nacjonalistycznym”. Człon pierwszy jest aprobatą w najwyższym stopniu, akcentowaniem tego, co w warsztacie uczonego humanisty jest najcenniejsze, ale człon drugi ma charakter negatywny. Określenia „burżuazyjny” i „nacjonalistyczny” były wyrokiem na naukowca. Albo inny przykład: „jest kobietą pyskatą i mówi, co myśli”- to znaczy odważną i prawdomówną. Tym razem jest trochę à rebours, a nauka płynąca z owego zestawienia była oczywista: nie należy mówić tego, co się myśli, jest to pochwała kłamstwa i fałszu i typowy przykład świata „odwróconego dekalogu”. Negacja jest więc w pierwszym członie, pochwała dość wątpliwa, a raczej przewrotna – w drugim. I jeszcze jedno curiosum: „(…) ostentacyjnie przystąpił do komunii św. podczas mszy za śp. Prof. Pawlikowskiego”. Ten cytat już nie potrzebuje żadnych komentarzy, choć może warto dodać, że zestawienie tego, co najczystsze i najświętsze z demonstracją jest przedziwnym „oksymoronem”.

Dokonane przesunięcia znaczeń powodują, że to, co absolutnie pozytywne staje się wątpliwe, a nawet naganne: oto nie należy mówić tego, co się myśli, należy własne myśli cenzurować, a to, co pozytywne, staje się dwuznaczne. Z tych określeń oraz jeszcze innych wyłania się obraz „zagrożeń”, przed którymi władza ludowa chciała ustrzec społeczność uniwersytecką, zwłaszcza studentów. Można generalnie wymienić trzy takie zagrożenia: działanie w „Solidarności”, niechęć wobec ustroju i sojuszników PRL („wrogo nastawiony do PRL i ZSRR”) i związki z Kościołem Katolickim. Słowo „zagrożenie” ma w nowomowie swoje specjalne miejsce. Michał Głowiński pisze o dwuznaczności tego słowa i wykorzystywaniu go z premedytacją. Zagrożeniem może być wszystko, co godzi w istniejący system. Idzie o to, by uciec jak najdalej od realnego powodu do niepokoju, a wskazać obszar jak najbardziej od niego odległy i też budzący niepokój, ale z innej przyczyny, tak jak nie nazywało się kiedyś strajków strajkami, lecz były to „przestoje w pracy”, krytyka władzy czy żądania rewindykacyjne.

„Ujawnia się tu stary partyjny proceder propagandowy, odpowiadający zresztą, być może, szczerze żywionym przekonaniom partyjnym przywódców, że to, co jest zagrożeniem dla nich, jest zagrożeniem dla kraju, Polski, ojczyzny, narodu. Przyzwyczaili się oni bowiem do utożsamień tego rodzaju – i nie mogą się od nich uwolnić”. Zawężając więc owo twierdzenie wolno sądzić, że to, co było „zagrożeniem” dla „władców” Uniwersytetu Śląskiego i wyznawanej przez nich ideologii, a także dla KU PZPR czy lokalnej władzy, było zagrożeniem dla samego Uniwersytetu. Tymczasem było przecież zupełnie odwrotnie, uwolnienie się od swoistego „patronatu”, było tej Uczelni szansą. Prawdziwym „zagrożeniem” dla rządu i partii była sama istota ruchu „Solidarnościowego”, nie godzącego się na partyjne rządy i ujawniającego prawdziwą sytuację Polski. Zagrożeniem była z tego samego powodu każda krytyka systemu i władzy godzącej przecież w najżywotniejsze interesy narodu i przez ten naród nieakceptowanej. W końcu zagrożeniem był Kościół Katolicki, jako obszar wolności i protestu przeciw fałszowi, deprawacji i nie przebierającej w środkach ateizacji narodu. Ponieważ jednak takie zarzuty same w sobie de facto były absurdalne więc dokonywano ich swoistej hiperbolizacji, aby wywrzeć wrażenie na odbiorcy. Stąd pojawiają się takie słowa, jak: wrogi, ekstremalny, negatywnie oddziaływujący na studentów.

Nie trudno tu nie zauważyć nawet prób militaryzacji języka, jak i ośmieszenia konkretnych osób poprzez epitety typu „aktywista katolicki”, „pyskata”, „klerykał”. Temu samemu być może miały służyć kryptonimy nadawane sprawom operacyjnego rozpoznania: „Wieszcz”, „Muza”, „Historyk”, „Chadek”, „Duet”, „Nawiedzona”.
Szeroka gama postaw od zdeterminowanych opozycjonistów, których w końcu osadzano w więzieniach, obozach dla internowanych, usuwano z pracy, wzywano na „rozmowy ostrzeżeniowe” (rodzaj perswazji) – do tych, których nawet nie ma imiennie w aktach, ale którzy odmawiali, nie bacząc na konsekwencje, wstąpienia do partii lub w stanie wojennym wyrzucali gniewnie legitymacje partyjne, i tych, którzy odważnie podsuwali studentom „zakazane lektury” i na wykładach jasno oddzielali prawdę od kłamstwa ukazując swój świat wartości, świadczy najlepiej o prawdziwej atmosferze na Uczelni. Można było na propozycję współpracy z SB zareagować bojowo:

„Na telefoniczną prośbę umówienia spotkania stwierdziła, że może rozmawiać z SB tylko i wyłącznie po otrzymaniu oficjalnego wezwania. Potwierdziła, że „Służba [SB] [...] jest spadkobiercą „tradycji UB””. W takiej sytuacji podejmowano „ustalenie celów pobudek, motywów i działalności figurantki na szkodę obecnego ustroju”, tak jakby to nie było zupełnie oczywiste! A można było inaczej: powściągliwie, z dystansem i niechętnie, tak, aby prowadzona rozmowa upewniła funkcjonariusza SB w przekonaniu, że pozyskanie jest niemożliwe.

W wyniku tego np. ppor. Andrzej Oleś napisał o swoim interlokutorze: „jest on inteligentny, spostrzegawczy, opanowany, zachowujący w trakcie rozmowy właściwą sobie rzeczowość” […] „na zadawane pytania odpowiada niezbyt chętnie, zdawczo, nie wyczerpując tematów i nie wychodząc poza ramy swego służbowego obowiązku”. Z rozmów z kandydatem na tw wynikało, że reprezentował on nieprzychylny stosunek do SB, więc zrezygnowano z niego, nawet nie proponując współpracy. Tajni współpracownicy SB penetrujący społeczność akademicką doskonale sobie zdawali sprawę z prawdziwych nastrojów na Uczelni i byli podejrzliwi do granic komizmu. Uważano więc np., że powstałe na Wydziale Pedagogiki i Psychologii Koło Higieny Psychicznej może być wykorzystywane do wrogiej działalności wśród studentów, a prowadzone w jego ramach zajęcia mogą zmierzać do podważania zasady świeckości uczelni wyższej (sic!).

Łączyło się to z ogólniejszym przekonaniem o możliwości „wykorzystywania organizacji społeczno-politycznych, instytucji, związków i stowarzyszeń do prowadzenia negatywnej działalności politycznej” – poza podejrzeniami był tylko Związek Nauczycielstwa Polskiego. Niepokój budziły ludzkie zachowania, nawet sposób bycia.

Z obserwacji na ten temat ułożyć można cały katalog cech „niepożądanych” dla obywatela PRL, pracownika wyższej uczelni. Oto kilka przykładów: „zarozumiały i pewny siebie”, „ma o sobie wysokie mniemanie, krytykuje członków partii oraz prodziekana Wydziału”, „Przy zewnętrznej – aż do zdecydowanej przesady skromności jest to jednostka ostrożna ale niezwykle ambitna, nie wolna od katolickiej hipokryzji”, „prezentuje wyniosły styl bycia”.

Jeśli nawet nic nie można było człowiekowi zarzucić, pod żadnym względem, to przecież można było podsuwać sugestię, że jest… tchórzem: „Pod względem naukowym rokuje duże perspektywy, jest pracowity, solidny, wyjątkowo zdyscyplinowany, taktowny, do przesady grzeczny, odnosi się wrażenie, że jest tchórzliwy”. Inny pracownik dawał następujące, czyli żadne powody do niepokoju: „Nie negowano jego naukowego dorobku, lecz to, że nie zapisał się do PZPR; pojawiły się też wątpliwości, czy naucza zgodnie z metodologią marksistowską”. Powodem do podejrzenia o niewłaściwą postawę było czytanie wydawnictw bezdebitowych i pisarzy emigracyjnych, a zwłaszcza Stanisława Barańczaka.

Na Wydziale Filologicznym trwało nawet specjalne śledztwo w sprawie kolportażu jego tekstów. Podejrzane było także czytanie „Kultury” paryskiej, a z krajowych pisarzy – kontakty z Jerzym Szaniawskim, słuchanie „Wolnej Europy”, a także utrzymywanie znajomości z profesorami Katolickiego Uniwersytetu w Lublinie i Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Niewskazane były „kontakty z wrogo nastawionymi osobami w CSRS”, a wręcz groźne wysyłanie im nielegalnych materiałów „Solidarności”, kontakty z czeską i polską emigracją, zwłaszcza zachodnią, z działaczami „Karty ‘77” , sympatia dla wydawnictwa „Znak” i „Tygodnika Powszechnego”.

Często szukano na siłę powodu do podejrzeń, pisano: „czynnie zaangażowany w działalność duszpasterstwa akademickiego”, „jest często widywany w punktach katechetycznych przy klasztorze w Katowicach Ligocie oraz w krypcie pod Katedrą” ergo „utrzymuje kontakt z księżmi tam pracującymi”. Kolejny cytat: (…) „Studenci twierdzą, że jest łącznikiem między Kościołem a Uczelnią” (…), co wynika z jego przekonań, gdyż swoim zachowaniem i postępowaniem nie daje podstaw, aby sądzić, żeby był na tym polu zaangażowany w działalność organizatorską”.

Bardzo podejrzany wydawał się kontakt z Seminarium Interdyscyplinarnym Duszpasterstwa Akademickiego przy Kurii Biskupiej w Katowicach. „Uczestniczy w obrzędach kościoła rzymsko-katolickiego czynnie odwiedzając miejsca kultu maryjnego”- informowano ze zgrozą na temat kolejnego pracownika. Analizowano przez tajnych współpracowników twórczość naukową i literacką uczonych, a „prezentowanie w swojej twórczości negatywnego stanowiska politycznego” było dobrym powodem do szczegółowych rewizji celnych i opóźniania publikacji.

Z informacji agenturalnej tw „Rafał” z 8 września 1975 roku wynikało, że na Wydziale Filologicznym spora liczba osób zajmowała się czynnie twórczością poetycką, a każda poezja wydawała się w samej swej istocie podejrzana. Dokument z 9 lipca 1976 roku poświadcza, że Wydział III Komendy Wojewódzkiej MO w Krakowie prowadził sprawę operacyjnego rozpoznania krypt. „Ankieter”.

W związku z tym wszczęto sprawę operacyjnego rozpoznania mgr. Wojciecha Wyskiela i prof. Jana Błońskiego, którzy przebywając w Paryżu, mogli mieć związek z przekazywaniem na Zachód informacji z UŚ. Ale dopiero z materiałów z 15 lipca 1978 roku (sic!) wynika, że już w czerwcu 1975 roku uzyskano od tw „Wiktor” informację, że w paryskiej „Kulturze” (nr 34/341) ukazał się artykuł nadesłany z Polski. Był on następstwem ankiety „Student a Polityka”, przeprowadzonej wśród studentów i pracowników naukowych Uniwersytetu Śląskiego przez Instytut Filozofii, Socjologii i Nauk Politycznych.

Autora artykułu nie wykryto, jednak istniało podejrzenie, że był nim jeden z pracowników UŚ. A to był już prawdziwy skandal, rozmiary wszczętego śledztwa były potężne, jednak sprawcy i tak nie wykryto!
Niepokojem mogła napawać nawet kolacja w towarzystwie duchownego: „Po zakończeniu uroczystości figurant został zaproszony przez proboszcza na plebanię wraz z prof. Ireną Bajer, doc. Zbigniewem Nowakiem i dr Bieńkowskim na uroczystą kolację”.

W tych wszystkich wypadkach pożądane było pozyskiwanie „materiałów kompromitujących” lub obciążających. Szczytem zagrożenia dla UŚ były kontakty z kardynałem Franciszkiem Macharskim i zaangażowanie w prace w synodalnym zespole studyjnym w Krakowie, choć oczywiście skwapliwie odnotowywane były wszelkie spotkania z biskupem katowickim Herbertem Bednorzem i proboszczem w Kościele pw. WNMP w Sosnowcu dr. Zdzisławem Wajznerem. Na nic zdały się rozmowy ostrzeżeniowe i nawet bardziej drastyczne środki, gdyż „[…] pomimo podpisanego zobowiązania nie zaprzestała wrogiej działalności przenosząc ją na grunt kościoła”.

W końcu przykładem absurdalnych obaw były lęki związane z działalnością w harcerstwie, o jednej z instruktorek pisano: „We wrześniu 1981 r. wstąpiła do „S”. „Była w tym okresie aktywnym uczestnikiem i animatorem Ruchu Niezależnego Harcerstwa oraz ruchu „Małkowskiego”5. W 1983 r. organizując obóz harcerski dla Szczepu „Sokół” ze SP nr 22 zapraszała na ten obóz księży katolickich. Ponadto wykazywała skłonności do przesadnego uczestnictwa w imprezach o charakterze religijnym. Jest negatywnie ustosunkowana do obecnej rzeczywistości”. W wyniku podjętych „działań operacyjnych” spowodowano, że „figurantka” nie otrzymała […] Nagrody Inspektora Wydziału Oświaty w Gliwicach”.
***

Zaprezentowany materiał ukazuje obraz zgoła przeciwny od wyobrażeń o „czerwonym uniwersytecie”, a przecież do zakończenia kwerend i uzyskania oglądu całości jest jeszcze bardzo daleko. W absurdalnych zarzutach widać lęk przed prawdziwym obliczem środowiska i chęć absolutnego „zneutralizowania” osób myślących niezależnie. Dlatego stan wojenny na Uniwersytecie Śląskim miał charakter tak bardzo represyjny. Tylko tutaj internowano rektora prof. Augusta Chełkowskiego i prorektora prof. Irenę Bajerową.

Przebieg stanu wojennego na śląskiej uczelni to zagadnienie przerastające rozmiary tego szkicu i godne osobnego opisania. Choć efekt tych represji był raczej mizerny i daleki od zamierzeń „władzy”; pewien pracownik naukowy, doświadczony ciężkim śledztwem i internowaniem, po opuszczeniu obozu w Uhercach powiedział, że dopiero teraz stał się „prawdziwym radykałem”! Ale bywało i tak, że efektem tych działań było łamanie dobrze zapowiadających się karier naukowych, zniszczone zdrowie, nawet śmierć.

Wypędzono z Uniwersytetu Śląskiego, nawet z Polski wybitnych naukowców, skompromitowano ludzi w ich środowiskach zawodowych i osobistych (celowo rzucane były brzydkie podejrzenia), nękano rewizjami w domach i przy wyjeździe za granicę, wstrzymywano nominacje profesorskie, odbierano paszporty, wzywano na bardzo stresujące „rozmowy ostrzeżeniowe”, wnikano w najbardziej intymną sferę człowieczego istnienia. Dzisiaj te, jakże liczne materiały stanowią chlubny i prawdziwy obraz Uniwersytetu Śląskiego, jako uczelni ludzi prawych, odważnych i wewnętrznie wolnych. Kompromitują one tych, którzy donosili, a nie tych, na których donoszono. I pewnie dlatego na „czerwonym uniwersytecie” używano takich środków represyjnych, jak w groźnym środowisku opozycyjnym.

II Wstępne zestawienie informacji o osobach represjonowanych na podstawie dokumentacji zebranej przez Senacką Komisję Historyczną. Stan badań na 10 IV 2009

Adamiec Marek, inwigilowany w okresie: 10 maja 1983 – (do ?) w ramach sprawy operacyjnego sprawdzenia, kryptonim „Sektor”, (sygn. IPN Ka 048/1091). Inwigilacje prowadził ze strony SB por. Mirosław Ryszka przy pomocy tajnych współpracowników i informatorów: tw „Michał”, k.o.6 CŁ, tw „RWA”, tw „Mleko”, tw „Andrzej”, k.o. SJ, tw „Denis”. Marek Adamiec był podejrzany o prowadzenie negatywnej działalności politycznej w ramach Akademickiego Koła Higieny Psychologii Wydziału PiPs.
Ustalono, że był on w przeszłości członkiem „Solidarności” na Wydziale PiPs, zorganizował na UŚ nieformalną grupę AKHP im. prof. K. Dąbrowskiego. SB uważała, że jego działalność może prowadzić do podważenia zasady świeckości uczelni wyższych.

Bajerowa Irena, inwigilowana w ramach sprawy operacyjnej (sygn. IPN Ka 0169/1402, Kwestionariusz ewidencyjny „Elekt” nr 46874) prowadzonej przez funkcjonariusza SB Zbigniewa Podsiadło, przy pomocy tajnych współpracowników i innych formalnych i nieformalnych informatorów:
tw „Jaś”, tw „Adam”, tw „Student”, tw „Kowalski”, tw „Anna”, tw „Nowacki”, k.s.7 WZ, k.s. AW, tw „Józef”, tw „Boss”, kandydat na tw „CM”, k.s. AA.
W trakcie inwigilacji starano się ustalić i rozpoznać charakter jej kontaktów z osobami działającymi w opozycji antysocjalistycznej. Inwigilacja miała doprowadzić do „rozpoznania jej planów odnośnie prowadzenia negatywnej działalności politycznej oraz ustalenia zakresu destrukcyjnego wpływu na społeczność akademicką, uzyskania materiałów kompromitujących oraz procesowego udokumentowania wrogiej działalności „figuranta” [Ireny Bajerowej].
W trakcie inwigilacji, poza tajnymi współpracownikami, włączono inne techniki operacyjne, w tym kontrolę korespondencji oraz dwukrotnie przeprowadzono rewizję mieszkania. 17 IX 1981 (sic!) mjr Kazimierz Goraj złożył wniosek o zatrzymanie i izolację I. Bajerowej na wypadek PZ8. Została zatrzymana 14 XII 1981 jako urzędująca prorektor UŚ i internowana w ośrodkach internowania w Katowicach i w Raciborzu. 19 XII 1981 uchylono internowanie, a 15 stycznia 1982 roku została odwołana z funkcji prorektora d/s nauczania.

Banyś Wiesław, (sygn. IPN Ka 0046/844). SB zainteresowało się Wiesławem Banysiem w październiku 1984 r. w związku z jego kontaktami z obywatelami polskimi i francuskimi. Sprawę operacyjnego opracowania zakończono 7 VIII 1986 r. SB ustaliła, że W. Banyś był latach 1980-1981 członkiem NSZZ Solidarność, ale nie angażował się czynnie w działalność Związku. Po rozmowie, jaką przeprowadził z nim funkcjonariusz Andrzej Oleś, w aktach sprawy zapisano, że „jest on [W. Banyś] inteligentny, spostrzegawczy, opanowany, zachowujący w trakcie rozmowy właściwą sobie rzeczowość” [...] „na zadawane pytania odpowiada niezbyt chętnie, zdawkowo, nie wyczerpując tematów i nie wychodząc poza ramy swego służbowego obowiązku”.
Z rozmów z nim wynikało, że reprezentował nieprzychylny stosunek do SB. Ppor. Oleś we wniosku o zakończenie sprawy operacyjnego opracowania stwierdził, że „proponowanie mu współpracy (…) spotkałoby się niewątpliwie z odmową”.

Barciak Antoni był poddawany „operacyjnemu sprawdzeniu” krypt. (IPN Ka 028/796) przez dwa lata: 26 X 1974 – 26 IV 1976. Sprawę ze strony SB prowadził por. Z. Kozłowski. W inwigilacji A. Barciaka brali udział tajni współpracownicy: tw „Wiktor”, „Jeremi”, „Radosław”, „Bagdad”. Służba Bezpieczeństwa starała się określić stopień jego zaangażowania w Duszpasterstwie Akademickim i jego wpływ na studentów WNS.

Bluszcz Anna, (sygn. IPN Ka 0169/78, Sprawa operacyjnego sprawdzenia kryptonim „List” – nr ewidencyjny 58583, nr archiwalny 42311/II). Sprawa operacyjnego sprawdzenia trwała od 14 IV 1985 do 4 V 1987. Prowadzili ją Zbigniew Witkowski i Zbigniew Podsiadło z pionu III SB MUSW Sosnowiec.
Z informacji uzyskanych z Wydziału II Departamentu III MSW wynikało, iż nieustalona grupa osób opracowała, powieliła i przygotowała do przerzutu na teren CSRS nielegalne czasopismo w języku czeskim pt. „Opinia”.
W wymienionej grupie znaleźli się Bluszcz, Illg i Zarek. W latach 1980-1981 Anna Bluszcz wraz z Jackiem Illgiem i Józefem Zarkiem miała prowadzić aktywną działalność w ramach „Solidarności”. Utrzymywała także wiele kontaktów na terenie CSRS, „w tym także z uczestnikami „Karty ‘77”. Ponadto, miała kontaktować się z Jackiem Baluchem, pracownikiem naukowym Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie „znanym z szeregu wrogich wystąpień politycznych, internowanym po 13 grudnia 1981 r.”.
Ustalono, że Anna Bluszcz miała w przeszłości należeć do NSZZ Solidarność, a obecnie [tj. maj 1985] utrzymywała kontakty z wrogo nastawionymi osobami w CSRS. Z niektórymi utrzymywała kontakt listowny i wysyłała im również nielegalne materiały „Solidarności”. W inwigilacji Anny Bluszcz wykorzystano tajnych współpracowników: tw „Nowacki”, „Ala” i k.s. GM oraz tw „Józef” i „Maria”. Planowano uzyskać informacje, czy brała udział w spotkaniach duszpasterstwa pracy przy parafii NPNMP w Sosnowcu, a jeśli tak, to jaki był jej stopień zaangażowania. Tw „Nowacki” otrzymał zadanie zebrania materiałów kompromitujących oraz literatury bezdebitowej, by zapobiec jej dalszemu kolportażowi, zalecono też kontrole zachowań i wypowiedzi członków grupy na Uczelni.
Mimo wykorzystywania w sprawie osobowych źródeł informacji, jak i środków techniki operacyjnej, nie uzyskano materiałów potwierdzających udział „figurantów” w opracowywaniu nielegalnych czasopism. 30 III 1987 r. zatwierdzono wniosek o zakończenie sprawy operacyjnego sprawdzenia kryptonim „List”.

Bugajski Sławomir, prawdopodobnie inwigilowany już przed [grudniem 1981] oraz w sprawie operacyjnego rozpracowania krypt. „Ośmiornica” (syg. IPN Ka 043/1059). Zachowały się akta z okresu: 31 VII 1985/87- 6 III 1990. Prowadzącym sprawę był S. Senderowicz. W inwigilacji Bugajskiego SB wykorzystywało informacje zdobyte od: tw „Stefan”, tw „Marian”, tw „Biedronka”, tw „Twarogowski (?).
Powodem zainteresowania SB osobą Bugajskiego była jego działalność w „Solidarności” na UŚ. Uczestniczył w strajkach organizowanych na uczelni; brał udział w spotkaniach organizowanych przez redakcję programową „Wszechnicy Górnośląskiej” z Jackiem Kuroniem i Adamem Michnikiem. Ponadto krytykował zasadność wprowadzenia stanu wojennego. 13 V 1982 roku uczestniczył w nielegalnym zgromadzeniu, które odbywało się przed rektoratem UŚ. Zamierzał wyjechać do Włoch, aby przekazać profesorowi Beltramerttiemu informacje dotyczące aktualnej sytuacji społeczno-politycznej i gospodarczej w Polsce. Od 15 V 1982 do 25 VI 1982 był internowany. Przebywał w ośrodku odosobnienia w Zabrzu - Zaborzu.

Chełkowski August - W latach 1952-1967 pracował w Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Od 1967 do 1968 roku w filii Uniwersytetu Jagiellońskiego w Katowicach, a od 1968 r. w Instytucie Fizyki Uniwersytetu Śląskiego. W okresie od 10 V 1973 do 22 XI 1974, następnie od 13 XII 1982 do IX 1988 był rozpracowywany operacyjnie przez Służbę Bezpieczeństwa w ramach sprawy o kryptonimie „Działacz” (sygn. IPN Ka 0169/902).
Prowadzącymi inwigilację byli funkcjonariusze: Z. Witkowski, R. Czechowicz, Zygmunt Kłaptocz, K. Sikora, E. Cilecki, E. Królikowski, J. Górski, Kazimierz Goraj, Stanisław Samek, Eugeniusz Gałązka, Krzysztof Wojtyniak, Mirosław Ryszka, Jan Wąsiołek. Do rozpracowania operacyjnego A. Chełkowskiego włączono tajnych współpracowników SB: tw „Stefan”, tw „Marek”.
Główną przyczyną zainteresowania SB osobą profesora Chełkowskiego była jego aktywność w NSZZ Solidarność w Uniwersytecie Śląskim. Według ustaleń SB, z inicjatywy A. Chełkowskiego na Uczelni organizowano spotkania studentów i pracowników naukowych z działaczami antysocjalistycznymi: Jackiem Kuroniem, Adamem Michnikiem, Andrzejem Czumą i Janem Lityńskim.
Ponadto A. Chełkowski przyczynił się do utworzenia Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Angażował się w działalność „Wszechnicy Górnośląskiej” oraz brał udział w strajkach ostrzegawczych. Władze zarzucały mu też religijność i antysocjalistyczne poglądy. W dniu ogłoszenia stanu wojennego prof. August Chełkowski jako jedyny wówczas urzędujący rektor uniwersytetu w Polsce został internowany w Katowicach i przebywał w ośrodku internowania w Raciborzu od 13 do 19 grudnia 1981 (od I do VIII 1981 prorektor, od IX 1981 do I 1982 rektor UŚ). W styczniu 1982 został odwołany ze stanowiska rektora.

Dembiński Bogdan, jego operacyjne sprawdzanie trwało od 11 XI 1986 do 8 I 1988 (krypt. „Chadek”, sygn. IPN Ka 0169-467). Prowadził je por. Mirosław Ryszka. Służba Bezpieczeństwa inwigilując B. Dembińskiego posługiwała się tajnymi współpracownikami na Uniwersytecie Śląskim: tw „012”, „Jeremi”, „Markowski”, „Dick”; oraz tzw. kontaktem operacyjnym KJ. Powodem zaniepokojenia Służby Bezpieczeństwa były kontakty Bogdana Dembińskiego z działaczami nielegalnych struktur „Solidarności” oraz klerem katolickim m.in. z ks. Stanisławem Puchałą oraz ks. Romanem Kempnym, prowadzącymi Duszpasterstwo Akademickie w Katowicach.

Dytry Rafał, inwigilowany w okresie 5 VI 1984 – 2 XII 1986 (akta operacyjnego opracowania krypt. „Zespół”, sygn. IPN Ka 048/370). Inwigilację prowadził ze strony SB Jan Wąsiołek, posługując się tajnymi współpracownikami: tw „Stefan”, tw „Marian”. Według ustaleń SB Rafał Dytry był członkiem Komisji Rewizyjnej NSZZ Solidarność Uniwersytetu Śląskiego i rozprowadzał nielegalne wydawnictwa oraz ulotki.

Dzik Wojciech, inwigilowany w okresie 5 VI 1984 – 2 XII 1986 w ramach sprawy o krypt. „Zespół” (syg. IPN Ka 048/370). Prowadzącym inwigilacje ze strony SB był Jan Wąsiołek, posługujący się tajnym współpracownikiem tw „Stefan”. Powodem zainteresowania SB osobą Wojciecha Dzika było przekazywanie paczek zawierających nielegalną prasę i ulotki oraz jego uczestnictwo w strukturach „Solidarności” na Uniwersytecie Śląskim.

Gburska Danuta, zatrudniona w Bibliotece Wydziału Prawa i Administracji UŚ po 13 grudnia 1981, była dwukrotnie przesłuchiwana, a w 1983 roku prowadzono wobec niej sprawdzanie operacyjne, mające na celu ustalenie jej kontaktów. Odpowiedzialny za sprawę (sygn. IPN Ka 045/347) był A. Banasiewicz, który posługiwał się w pracy operacyjnej tajnymi współpracownikami: tw „Mleko”, k.s. BR, Sz.M.
Powodem zainteresowania służb specjalnych PRL była aktywność społeczno-polityczna Danuty Gburskiej. SB stwierdziła w swych raportach, że Danuta Gburska była aktywnym działaczem NSZZ Solidarność nie tylko na Uniwersytecie Śląskim, gdzie pełniła funkcję członka Prezydium NSZZ Solidarność UŚ i przewodniczącej Sekcji Regionalnej NSZZ Solidarność bibliotekarzy, lecz także w Ogólnopolskiej Międzybibliotecznej Komisji Porozumiewawczej NSZZ Solidarność; silnie związana z Duszpasterstwem Akademickim w Katowicach; bliska znajoma prof. Ireny Bajerowej.

Ger Roman, inwigilowany w okresie: od 6 III 1983 do 14 X 1983 (lub 20 X 1983). Sprawę (krypt. „Pisarz”, sygn. IPN Ka 043/1433) prowadził ze strony SB Zbigniew Witkowski, posługując się tw „Stefan”. Roman Ger, jak ustaliła SB, był wiceprzewodniczącym „Solidarności” na Uniwersytecie Śląskim. Organizował strajki oraz spotkania z działaczami antysocjalistycznymi. Był jednym z sygnatariuszy „Listu otwartego do Sejmu PRL”. Zastosowano wobec niego konkretne represje, utrudniając wyjazdy zagraniczne.

Goik Henryk, bliski współpracownik prof. M. Sośniaka, był inwigilowany przez kpt. Edwarda Cichopka i kpt. Zdzisława Ostrowicza przy pomocy tw „Andrzeja” i tw „Lech” w okresie od 12 III 1973 do VIII 1977 r. (sygn. IPN Ka 036/589 ).
SB ustaliła, że dr H. Goik kontaktuje studentów Uniwersytetu z Duszpasterstwem Akademickim, z którym mocno współpracował, ponadto ma ścisłe związki z klerem. W doniesieniach o jego kontaktach padło nazwisko duszpasterza akademickiego, kolegi szkolnego H. Goika jeszcze z okresu licealnego - ks. Franciszka Otremby. SB kontrolowała korespondencję dr. Goika i przeprowadziła z nim dwie rozmowy ostrzegawcze.

Grzenia Jan Stanisław, inwigilowany w okresie: 3 XII 1981 – 1 VIII 1985 (krypt. „Muza” nr 47640 sygn. IPN Ka 048/1685). Oficerem prowadzącym sprawę był por. Zbigniew Podsiadło, który posługiwał się informacjami zdobytymi od tw „Jaś”, tw „Adam”, tw „Kowalski”, tw „Ada”, tw „Zbigniew”, k.s. WB, k.o. GM. Powodem wszczęcia operacyjnego „sprawdzania”, zdaniem SB, było wykorzystywanie organizacji społeczno-politycznych, instytucji, związków i stowarzyszeń do prowadzenia negatywnej działalności politycznej.
Ponadto ustalono, że J. S. Grzenia był członkiem Niezależnego Zrzeszenia Studentów i współorganizatorem strajku w Uniwersytecie Śląskim. W trakcie operacji starano się sprawdzić czy J. S. Grzenia nie usiłuje nakłaniać środowiska studenckiego do podejmowania wrogich inicjatyw politycznych; ustalić i rozpoznać jego kontakty z wykładowcami z TKN i radykalnymi elementami w „Solidarności”. Nadto, usiłowano podjąć działania zmierzające do odcięcia J. S. Grzeni od „elementów antysocjalistycznych oraz zneutralizować jego osobę” i zdobyć procesowe dokumenty wrogiej działalności. W tym celu prowadzono kontrolę jego korespondencji i 27 kwietnia 1984 r. przeprowadzono rozmowę ostrzegawczą.

Hejnowicz Zygmunt, inwigilowany w okresie: 25 II 1977 – 3 IV 1978 w ramach sprawy o krypt. „Molekuła” (sygn. IPN Ka 036/808). Odpowiedzialny za inwigilacje ze strony SB był kpt. Zdzisław Kozłowski, który posługiwał się tajnymi współpracownikami: tw „Romanowski” , tw „Zbyszek”, k.o. PM, tw „Limba”. Celem inwigilacji Z. Hejnowicza było przeprowadzenie szczegółowej analizy jego kontaktów z naukowcami Europy Zachodniej. Oceniono, że nie były to działania wrogie wobec Polski Ludowej i miały wyłącznie naukowy charakter.

Illg Jacek, (sygn. IPN Ka 0169/78, sprawa operacyjnego sprawdzenia kryptonim „List” – nr ewidencyjny 58583, nr archiwalny 42311/II). Sprawa operacyjnego sprawdzania trwała od 14 IV 1985 do 4 V 1987.
SB ustaliła, że Jacek Illg w sierpniu 1981 r. miał przebywać w Anglii, gdzie nawiązał kontakty z czeską i polską emigracją. Miał także aktywnie działać w „Solidarności”. Z informacji uzyskanych z Wydziału II Departamentu III MSW wynikało, iż nieustalona grupa osób opracowała, powieliła i przygotowała do przerzutu na teren CSRS nielegalne czasopismo w języku czeskim pt. „Opinia”. W wymienionej grupie znaleźli się: Anna Bluszcz, Jacek Illg i Józef Zarek.
Mimo wykorzystywania w sprawie osobowych źródeł informacji, jak i środków techniki operacyjnej, nie uzyskano informacji potwierdzających udział „figurantów” w opracowywaniu nielegalnych czasopism. W przypadku Jacka Illga ustalono jedynie, że utrzymuje bliskie kontakty z klerem katolickim. 30 III 1987 r. zatwierdzono wniosek o zakończenie sprawy operacyjnego sprawdzenia kryptonim „List”. Patrz: Bluszcz Anna, Zarek Józef.

Januszewska-Jurkiewicz Joanna, została poddana „operacyjnemu opracowaniu” (krypt. „Historyk”) w okresie 20 I 1986 – 3 XI 1989. Sprawę prowadził ze strony SB K. Szymański przy pomocy tajnych współpracowników: tw. „Szymon”, „Środa”.
Joanna Januszewska-Jurkiewicz była podejrzewana o działalność „na szkodę obecnego systemu” oraz członkostwo w SZSP a później NZS. W 1981 r. wstąpiła do „Solidarności”. Była także aktywnym uczestnikiem Ruchu Niezależnego Harcerstwa oraz ruchu „Małkowskiego”. Uznano, że wykazuje skłonności do przesadnego uczestnictwa w imprezach o charakterze religijnym oraz jest negatywnie ustosunkowana do „obecnej rzeczywistości”. Ze względu na odmowę podpisania dokumentu, iż nie działa na szkodę systemu, pod wpływem SB, nie przyznano jej nagrody Inspektora Wydziału Oświaty i Wychowania, do której została wytypowana przez dyrektora szkoły. Z inspiracji SB przeprowadzono kontrolę szczepu harcerskiego „Sokół”, który prowadziła.

John-Jeleń Maria Kinga, znajdowała się pod presją SB dwa lata: 23 II 1983 – 22 II 1985. Operacyjne sprawdzanie, kryptonim „Delta” (sygn. IPN Ka 048/1878) prowadził ze strony SB Mirosław Ryszka przy pomocy tajnych współpracowników: tw „ZUB”, tw „Jarek”. Maria Kinga John-Jeleń podejrzewana była o przynależność do nielegalnej organizacji, drukowanie ulotek, organizowanie w swoim mieszkaniu spotkań z czołowymi działaczami „Solidarności” UŚ, m.in. S. Bugajskim.
W trakcie inwigilacji SB ustaliło, że pełniła funkcję wiceprezesa koła Wydziału PiPs, była organizatorką akcji protestacyjnej na Uczelni, redaktorką w czasopiśmie „Solidarność Uniwersytecka”; udzielała pomocy internowanym działaczom opozycji m.in. dr B. Puchalskiej.

Kluk Edward, inwigilowany w okresie 9 IX 1970 – 12 I 1978. Rozpracowanie operacyjne (sygn. IPN Ka 036/683, krypt. „Opozycjonista”) prowadzili: W. Fabian, E. Cilecki, Edward Cichopek, A. Feliks, Henryk Sikora, Z. Kozłowski. W inwigilacji SB posługiwała się tajnymi współpracownikami: tw „Romanowski”, tw „Teresa”. Według ustaleń SB, Edward Kluk był negatywnie ustosunkowany do ustroju socjalistycznego oraz organów partyjnych PRL. W ramach represji utrudniano mu wyjazdy zagraniczne. Przebywał w ośrodkach internowania w okresie: 7 I 1982 - koniec czerwca 1982. W konsekwencji presji SB wybitny fizyk został zmuszony do emigracji z Polski.

Kolondra Leszek, inwigilacja zastosowana wobec jego osoby była prowadzona w ramach zabezpieczenia obiektu ochranianego krypt. MAPA (sygn. akt IPN 0046/687) i trwała dwa lata (1984 – 1986). Odpowiedzialny za tę sprawę z ramienia SB był por. Skowronek. Posługiwał się tzw. kontaktem służbowym J.B. Podczas tzw. rozmowy pozyskaniowej, w trakcie której Leszek Kolondra zorientował się, w jakim kierunku zdąża rozmówca, stwierdził:
„Już poprzednio rozmowa z panem dała mi do zrozumienia, że będzie pan żądał ode mnie współpracy i teraz mogę stwierdzić, że w żadnym wypadku się na to nie zgodzę, nawet gdybym musiał zrezygnować z planowanych wyjazdów poza granice kraju i pracy w OPGK” . SB zrezygnowała z prób pozyskania go na TW i sprawę złożono do archiwum.

Kowalczyk Barbara, w stanie wojennym w okresie: 20 V 1982– 9 VII 1982 była pod ścisłą obserwacją SB (sygn. IPN Ka 043/1290). Sprawę operacyjnego opracowania prowadzili funkcjonariusze SB: K. Goraj, J. Umiński, Mirosław Ryszka, B. Piacko, S. Kostyra, Andrzej Polak, Henryk Koziel. Według ustaleń SB Barbara Kowalczyk należała do NSZZ Solidarność przy Uniwersytecie Śląskim. Brała udział w spotkaniach z działaczami antysocjalistycznymi: Jackiem Kuroniem, Adamem Michnikiem, Leszkiem Moczulskim. Uczestniczyła w strajkach i akcjach protestacyjnych. Podpisała petycję dotyczącą uwolnienia internowanego prof. Andrzeja Pawlikowskiego. Negatywnie oceniała wprowadzenie stanu wojennego oraz decyzje podejmowane przez WRON 10. Od 20 V 1982 do 9 VII 1982 Barbara Kowalczyk była internowana. Przebywała w ośrodku odosobnienia dla kobiet w Bytomiu-Miechowicach.

Kucianka (Kucia) Jadwiga, pierwsze informacje o zainteresowaniu się SB działalnością Jadwigi Kucianki pochodzą już z 1968 roku (sygn. IPN Ka 014/374). Brak wiedzy, kto prowadził sprawę operacyjnego opracowania Jadwigi Kucianki ze strony SB. Informacje na jej temat pochodziły od tw „Zenek” i tw „Marek”.
Powodem szczególnego zainteresowania się Jadwigą Kucianką była jej żarliwa religijność i utrzymywanie szerokich kontaktów z hierarchią kościelną. Na zlecenie biskupów miała opracowywać i wygłaszać odczyty o tematyce religijnej. SB kontrolowało jej korespondencję. W informacjach dostarczanych przez tajnych współpracowników znaleźć można bardzo negatywne opinie o jej działalności, która – jak wykazywano – miała źródło w jej głębokiej wierze i zaangażowaniu w życie kościelne. SB dokładnie analizowała jej dorobek naukowy.
Prowadzono inwigilację otoczenia, znajomych, jej spotkań, miejsc odczytów. Sprawdzano czy w czasie wygłaszania przez nią referatów znajdowali się tam księża. Za pomocą przymusu administracyjnego nakazano zmianę nazwiska w dowodzie osobistym z Kucianka na Kucia. Po śmierci J. Kucianki SB dokonało rewizji w jej mieszkaniu.

Łabużek Sylwia, była typowana przez SB na tajnego współpracownika. Pozostawała pod obserwacją w okresie: [10 kwietnia] 1983-1984. Odpowiedzialny za inwigilację ze strony SB był ppor. Mirosław Ryszka. W trakcie rozmowy z Sylwią Łabużek ustalił, że jej zachowanie i wypowiedzi sugerują „obojętny, wręcz nieprzychylny stosunek do organów MO i SB”, w związku z czym uznano za niecelowe dalsze rozpracowywanie.

Marcinów Zdzisław, w okresie: 6 VI 1979 – 18 VII 1980 prowadzona była wobec niego sprawa operacyjnego sprawdzenia „Słuchacz” nr 41979 (sygn. IPN Ka 036/1578). Prowadził ją ppor. Zbigniew Podsiadło, który wykorzystywał w inwigilacji tajnych współpracowników: tw „Iza”, tw „Max”, tw „Gruby”, tw „Ada”, tw „Kowalski”, k.s. GJ, k.o. GM.
Powodem zainteresowania się SB osobą Zdzisława Marcinowa było doniesienie, że głosi wrogie poglądy i prowadzi działalność skierowaną „przeciwko linii politycznej Partii”. W trakcie operacyjnego sprawdzania SB chciało ustalić czy Z. Marcinów faktycznie „działał destrukcyjnie na środowisko studenckie”. Kontrolowano kontakty szczególnie z działaczami antysocjalistycznymi i z osobami związanymi z Duszpasterstwem Akademickim. Podjęto „działania zmierzające do neutralizacji jego osoby”. Przeprowadzono z nim rozmowę ostrzegawczą, w czasie której zaprzeczył, jakoby działał przeciwko interesom PRL. Ustalono, że słucha systematycznie Radia Wolna Europa, usiłował zorganizować wyjazd kilkuosobowej grupy studentów Wydziału Filologicznego, celem uczestniczenia w uroczystościach związanych z pobytem Papieża w Polsce. Był w posiadaniu „Kultury” paryskiej.

Martysz Czesław, od 12 kwietnia 1985 roku był opracowywany jako kandydat na tw. Uważano, że będzie mógł dostarczać informacji o osobach uważanych za członków opozycji: W. Pańko, A. Lityński, W. Popiołek, M. Lubelski, A. Drogoń. Sprawę (sygn. IPN Ka 0046/573) prowadził sierż. W. Wilski, posługując się tw „Kerim”, k.s. ZL, i k.s. KP. Przeprowadzono z nim dwie rozmowy sondażowe, jednakże stwierdzono, że Czesław Martysz nie wyraża zgody na współpracę i wykazuje „brak predyspozycji do pełnienia roli tajnego współpracownika”.

Nawarecki Aleksander, w aktach IPN znajduje się informacja z 13 maja 1988 r., że Aleksander Nawarecki był aktywnym organizatorem wiecu studenckiego 10 maja 1988 r. Na tym wiecu miały być wysunięte negatywne żądania o charakterze politycznym. Autorem notatki był mjr Stefan Paczyński.

Nowak Zbigniew Jerzy, inwigilowany w okresie: 13 III 1973 – 22 XI 1974 (sygn. IPN Ka 014/1437, Kwestionariusz ewidencyjny nr 34719), chociaż doniesienia tajnych współpracowników SB (tw „Zenek”) związane z jego osobą pochodzą już z 1968 roku. Powodem zainteresowania SB była aktywność Zbigniewa Nowaka na polu kościelnym oraz negatywne „nastawienie do obecnej rzeczywistości PRL”. Stosowano kontrolę korespondencji domowej i uczelnianej. Sprawdzano jego prace naukowe (był wtedy dziekanem Wydziału Humanistycznego).

Nurek Stanisław, został wytypowany przez Służbę Bezpieczeństwa jako kandydat na tajnego współpracownika ze względu na kontakty z osobami znanymi z prezentowania wrogich poglądów politycznych oraz z uwagi na kontakty ze środowiskiem KUL. Uznano, że jest szczególnie predysponowany do rozpoznania kontaktów środowiska naukowo-dydaktycznego UŚ z klerem katolickim.
Próby zwerbowania nie powiodły się, mimo że trwały aż dwa lata: 29 IV 1986 – 30 IX 1988. Służba Bezpieczeństwa zrezygnowała z próby zwerbowania dlatego, że S. Nurek nie wyraził zgody na donoszenie na kolegów z Uczelni. Sprawę jego „opracowania na kandydata” na tajnego współpracownika (sygn. IPN Ka 0046/1784) prowadził por. Mirosław Ryszka przy pomocy tajnych współpracowników: tw.: „Markowski”, „Dick”, „Tarnowski”, „Jeremi” oraz k.o. KJ.

Pańko Walerian, już w 1976 roku kierownik sekcji III Wydziału III por. Zdzisław Ostrowicz (sygn. IPN Ka 036/2415) zwrócił uwagę na Waleriana Pańkę. 20 stycznia 1976 otrzymał doniesienie od tw. „Andrzej”, że w rozmowie z Walerianem Pańką znalazła się informacja o zmianach, jakie przewidywano odnośnie statusu pracowników naukowych oraz o konfliktach pomiędzy profesorami a asystentami w ZSRR. Został internowany 13 XII 1981, osadzony w KW MO Katowice, a następnie w obozach internowania w Białołęce, Jaworzu, Szerokiej. Zwolniony z internowania po upływie miesiąca.

Pawlikowski Andrzej, inwigilowany w okresie: 20 VII 1982-22 III 1985 (SOR krypt. „Świętoszek”, IPN Ka 043/103). Prowadzącymi sprawę byli: Włodzimierz Hendlik, R Czechowicz, J. Umiński, którzy wykorzystywali informacje zdobyte od: tw „Stefan”, tw „Marian”, tw „Styczeń”.
SB ustaliło, że A. Pawlikowski był aktywnym działaczem, „Solidarności” na UŚ. Uczestniczył w akcjach strajkowych organizowanych na uczelni; krytykował zasadność wprowadzenia stanu wojennego, podejmował inicjatywy zmierzające do zwolnienia internowanego Marka Zrałka; głosił tezę czynnego oporu wobec władz. Był inspiratorem i aktywnym uczestnikiem nielegalnego zgromadzenia, przed rektoratem Uniwersytetu Śląskiego, które odbyło się 13 V1982. Internowany w Zabrzu-Zaborzu w okresie: 13 V 1982- 31 V 1982. Piróg Mirosław, został poddany inwigilacji w ramach tzw. operacyjnego sprawdzenia krypt. „Aktywny”. „Sprawdzanie” trwało rok, od 14 IX 1988 do 20 IX 1989. Odpowiedzialny za inwigilację ze strony SB był M. Stefański.

Mieczysław Piróg był podejrzewany o prowadzenie nielegalnej działalności propagandowej i politycznej wśród młodzieży akademickiej.

Ratuszna Alicja, inwigilowana w okresie 14 VI 1984 – 15 VI 1985. Sprawę operacyjnego sprawdzenia (sygn. IPN Ka 048/1996, krypt. „Panna”) ze strony SB prowadzili: W. Hendlik, Zygmunt Kłaptocz, J. Umiński, posługując się tajnymi współpracownikami: tw „Stefan”, tw „Marian”.
SB ustaliła, że Alicja Ratuszna była przewodniczącą „Solidarności” w Instytucie Fizyki Uniwersytetu Śląskiego. Udzielała pomocy materialnej rodzinom osób internowanych. Rozdzielała paczki, które otrzymywała z Kurii Biskupiej w Katowicach. Uważana była za osobę religijną, silnie związaną z Kościołem Katolickim.

Sławek Tadeusz, inwigilowany w okresie: 12 V 1984 – 30 III 1987 przez funkcjonariusza SB Czesława Stanosza przy pomocy informacji zdobytych od: tw „Stefan”, tw „Tomasz”, tw „Ola”, tw „Ala”, tw „Styczeń”, tw „Nowacki” (sygn. IPN Ka 42309/II, krypt. „Wieszcz” nr 56229).
Powodem zainteresowania się SB osobą Tadeusza Sławka był jego udział w pracach Seminarium Interdyscyplinarnego Duszpasterstwa Akademickiego w Katowicach, utrzymywanie kontaktów z członkami NSZZ Solidarność i prezentowanie w swej twórczości negatywnego stanowiska politycznego. Dokumentowano wszystkie jego wyjazdy, zwłaszcza zagraniczne, rewidowano bagaże, stosowano inwigilację otoczenia, znajomych i członków rodziny.

Szopa Marek, inwigilowany w okresie: 5 VI 1984 – 2 XII 1986 w ramach sprawy o krypt. „Zespół” (sygn. IPN Ka 048/370). Prowadzącym inwigilację ze strony SB był Jan Wąsiołek, posługujący się tajnym współpracownikiem tw „Stefan”. Powodem zainteresowania było rozpowszechnianie nielegalnych wydawnictw oraz ulotek.
Szymanek Krzysztof, operacyjne sprawdzanie trwało w okresie: 17 XII 1980 – 6 III 1981 pod kryptonimem „Olcha” (sygn. akt IPN Ka 036/1796). Inwigilacje prowadził ze strony SB kpt. E. Cichopek przy pomocy nieustalonych tajnych współpracowników. Przyczyną inwigilacji było przechwycenie prywatnego listu, z którego miało wynikać, że jego autor w liście do K. Szymanka, twierdził, iż jest w posiadaniu silnego środka wybuchowego i środków narkotyzujących. Celem operacji było ustalenia autora listu.

Wieczorek Krzysztof, został poddany opracowaniu operacyjnemu w ramach sprawy krypt. „Duet” (sygn. IPN Ka 0169/547; IPN Ka 0169/448). Był inwigilowany w okresie 27 I 1986 – 15 X 1987. Sprawę prowadził ze strony SB ppor. Z. Ohirko.
W inwigilacji K. Wieczorka posługiwano się tajnymi współpracownikami: tw „Stefan”, tw „0/2”, tw „Piotr”, tw „Andrzej”, tw „Wera”, tw „Atos”, tw „Jacek”. Powodem wszczęcia sprawy była intensywna działalność K. Wieczorka w Duszpasterstwie Akademickim, w tym organizacja tzw. naukowych seminariów interdyscyplinarnych, wzorowanych na Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie. Chciano wyjaśnić rolę K. Wieczorka oraz jego żony Anny, którą z kolei podejrzewano o klerykalizację młodzieży. Sprawa musiała być na tyle poważna, że K. Wieczorek miał już przygotowane, lecz nie wysłane zwolnienie z pracy.

Zarek Józef, inwigilowany (sygn. IPN, Ka 036/2286) w ramach operacyjnego sprawdzania krypt. „Granica” (nr 47612) w okresie: 26 XI 1981 – 28 IV 1982. Oficerem SB prowadzącym sprawę był ppor. Janusz Będkowski, który posługiwał się informacjami przekazanymi przez tw „Adam” i k.o. CM.
Powodem zainteresowania się SB Józefem Zarkiem była zdobyta przez SB informacja, że J. Zarek kolportuje podczas pobytów na terenie Czechosłowacji nielegalne wydawnictwa w języku czeskim i rosyjskim, opracowane i wydrukowane przez „Solidarność” Region Małopolski. Uprawia także krytykę rządu i PZPR. W trakcie operacyjnego sprawdzania SB usiłowała rozpoznać i sprawdzić charakter kontaktów Józefa Zarka z osobami z opozycji antysocjalistycznej i sposoby łączności z dysydentami czeskimi. SB planowała doprowadzić do tzw. kombinacji operacyjnej, polegającej na przejęciu tych kontaktów i wykorzystaniu ich do własnych celów. Ponadto usiłowano uzyskać materiały kompromitujące J. Zarka, aby tym sposobem zneutralizować „figuranta” (J. Zarka).
Stosowano kontrolę korespondencji.
SB powtórnie interesowało się z Józefem Zarkiem w okresie: 14 IV 1985 - 4 V 1987 (sygn. IPN Ka 0169/78, sprawa operacyjnego sprawdzenia kryptonim „List” – nr ewidencyjny 58583, nr archiwalny 42311/II) po otrzymaniu informacji z Wydziału II Departamentu III MSW, iż Józef Zarek może należeć do grupy osób, która opracowała, powieliła i przygotowała do przerzutu na teren CSRS nielegalne czasopismo w języku czeskim pt. „Opinia”.
W wymienionej grupie znaleźli się Bluszcz, Illg i Zarek. Mimo wykorzystywania w sprawie osobowych źródeł informacji, jak i środków techniki operacyjnej, nie uzyskano potwierdzenia udziału „figurantów” w opracowywaniu nielegalnych czasopism. 30 III 1987 r. zatwierdzono wniosek o zakończenie sprawy operacyjnego sprawdzenia kryptonim „List”. Patrz: Bluszcz Anna, Illg Jacek Zrałek Marek, inwigilowany w okresie: 16 III 1983 – 3 III 1986. Sprawę operacyjnego rozpracowania (IPN Ka 043/964, krypt. „Emigrant”) ze strony SB prowadzili funkcjonariusze: W. Hendlik, K. Goraj, Jerzy Gruba. W inwigilacji SB posługiwała się tajnymi współpracownikami: tw „Stefan”, tw „Styczeń”, tw „Marian”, tw „582”.
SB ustaliła, że Marek Zrałek był jednym z założycieli „Solidarności” na Uniwersytecie Śląskim. Pełnił funkcję przewodniczącego tego związku w Instytucie Fizyki. Uczestniczył w wykładach działaczy antysocjalistycznych: Jacka Kuronia, Adama Michnika, Leszka Moczulskiego. Popierał strajki organizowane na Uczelni. Negatywnie wypowiadał się na temat wprowadzenia stanu wojennego oraz rozwiązania NZS. Pomagał osobom internowanym i ich rodzinom. Rozdawał im paczki, które otrzymywał z Kurii Biskupiej w Katowicach. W okresie od 8 stycznia do 25 czerwca 1982 roku był internowany. Przebywał w Komendzie MO w Katowicach, następnie w ośrodku odosobnienia w Jastrzębiu Szerokiej oraz w Uhercach.
[...]